Jak długo trwa podróż z Mińska Mazowieckiego do Zabrza z krótką przerwą na kawę w Sulejówku? Według jednego z popularnych systemów nawigacyjnych taką odległość samochodem można pokonać w niespełna pięć godzin. Naszemu rozmówcy zajęło to ponad osiem miesięcy. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że w tym wypadku poruszamy się w obszarach stricte piłkarskich i używamy nomenklatury futbolowej, wynik ten zawstydza nawet osiągi ultraszybkiego, japońskiego pociągu Shinkansen.
Daniel Smuga, bo o nim mowa, jeszcze osiem miesięcy biegał po czwartoligowych boiskach, a obecnie jest bardzo blisko debiutu w Ekstraklasie. Nowy nabytek zabrzańskiego Górnika opowiedział nam o kulisach transferu do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, podzielił się wrażeniami po wspólnych treningach z Igorem Angulo oraz zdradził swój przepis na sukces. Zapraszamy do lektury.

Arkadiusz Jargieło: Na początek dosyć nietypowe pytanie: oglądałeś film „Gol!”, który wyreżyserował Danny Cannon?

Daniel Smuga: Tak, oglądałem. Szczerze powiedziawszy, jest to jeden z moich ulubionych filmów.

Twoja historia do złudzenia przypomina perypetie Santiago Muneza…

Można tak powiedzieć. Są pewne podobieństwa, aczkolwiek nigdy nie miałem okazji grać w ochraniaczach z kartonu, co automatycznie stawia mnie w nieco lepszej sytuacji (śmiech).

Zaledwie kilka miesięcy zajęło Ci pokonanie czterech szczebli rozgrywkowych. Niespotykana historia! Dociera w ogóle do Ciebie co się ostatnio dzieje w Twoim życiu?

Niezwykła historia — i absolutnie się nie spodziewałem, że będę w niej odgrywał główną rolę. Czasami dalej nie dowierzam, że to się dzieje naprawdę. Niemniej jednak nie chcę się budzić z tego snu! Jest mi w nim bardzo dobrze (śmiech).

Zostałeś zawodnikiem czternastokrotnego Mistrza Polski. Duża nobilitacja, ale i ogromna odpowiedzialność?

Ciężar gatunkowy przejścia do zespołu takiego jak Górnik Zabrze jest ogromny. Stadion przesiąknięty jest historią, a klub ma ogromne rzesze kibiców. Te czynniki nie są jednak deprymujące. Wręcz przeciwnie! Motywują mnie do ciężkiej pracy. To fantastyczne uczucie wiedzieć, że masz szansę dopisać choćby kilka znaków do TAKIEJ historii.

Jak ocenisz dysproporcje między pracą, jaką wykonywałeś na treningach do tej pory a tym, co zastałeś w Zabrzu?

Miałem to szczęście, że właściwie wszyscy prowadzący mnie trenerzy byli profesjonalistami w każdym calu, których warsztat i zaangażowanie zdecydowanie wykraczały ponad poziom, na którym występowały Mazovia Mińsk Mazowiecki czy Victoria Sulejówek. Ekstraklasa to jednak mimo wszystko inny świat — zarówno w kwestiach obciążeń, taktyki, jak i rozwiązań technologicznych. Każdego dnia poznaję coś nowego i z dużą przyjemnością chłonę przekazywaną wiedzę. Ciężką pracą chcę jak najszybciej dorównać ekstraklasowym standardom.

Jesteś pragmatykiem? Długo zastanawiałeś się nad ofertą z Górnika?

Bądźmy poważni. Mam przekonanie, graniczące z pewnością, że nie ma w Polsce chłopaka, który grając w trzeciej lidze, choć przez sekundę zastanowi się nad sensem transferu do klubu o takiej marce jak Górnik. Ja zareagowałem podobnie i potraktowałem tę szansę absolutnie priorytetowo. Nawet jeśli okaże się, że mówiąc kolokwialnie „odbiłem się” od Ekstraklasy, to perspektywa przepracowania choćby rundy w takim klubie niesie ze sobą duże prawdopodobieństwo wykonania gigantycznego jakościowego kroku naprzód. W najgorszym wypadku dowiem się, ile mi brakuje do tego najwyższego poziomu i spędzę czas w Zabrzu, pracując nad tym, by maksymalnie ten dystans zmniejszyć.

Były jakieś inne oferty w tym okienku transferowym?

Były „na stole” oferty z innych klubów, ale tak jak powiedziałem — z całym szacunkiem dla pozostałych ekip o pięknej historii i licznych kibicach — propozycja z Górnika to zupełnie inna półka, choćby ze względu na miejsce, które dziś zajmuje w Ekstraklasie i to, jak wielu młodych zawodników dostało od trenera Brosza swoją szansę.

Na trzecioligowych boiskach robiłeś prawdziwą furorę. Podobno nie umknęło to uwadze działaczy Widzewa Łódź. Rzeczywiście było coś na rzeczy?

Myślę, że odpowiedziałem już na to pytanie chwilę wcześniej.

Rozegrałeś kilka spotkań kontrolnych z nowymi kolegami. Zaprezentowałeś się bardzo korzystnie, co automatycznie zrodziło teorie, że stworzycie zabójczy duet z Igorem Angulo. Jak podchodzisz do tego typu spekulacji?

To byłaby wielka nobilitacja zagrać u boku Igora w Ekstraklasie, ale ludzi, którzy pisali takie rzeczy, chyba odrobinę poniosła fantazja. Szansę debiutu czy to w Ekstraklasie, czy w Pucharze Polski muszę sobie wywalczyć ciężką pracą na treningach. Zdaję sobie sprawę, że nie będzie to proste zadanie, gdyż mamy bardzo silny, a przede wszystkim wyrównany zespół. Gdy dostanę szansę debiutu, to w następnej kolejności będę się koncentrował nad wywalczeniem miejsca w podstawowej jedenastce. Utrzymanie się na dłużej w pierwszym składzie mogą mi zapewnić bramki oraz asysty. Niestety w ekstraklasowych realiach nie jest o nie łatwo. Jak widać do przypisywania mi miana znakomitego uzupełnienia Igora Angulo bardzo daleka droga. Stoję twardo na ziemi. Jak to się mówi w żargonie, pozostaję „wodą niegazowaną”, gdyż mam świadomość jak wiele pracy czeka mnie, by wszystkie dziennikarskie spekulacje miały rację bytu.

Hiszpański golleador jest nocnym koszmarem wielu bramkarzy w naszej lidze. Na treningach też jest taki bezwzględny?

Naturalnie! Bramki w lidze i w Pucharze nie biorą się z przypadku. Igor to absolutny profesjonalista i również na treningach jest zabójczo skuteczny. Bardzo się cieszę, że mogę trenować z takim zawodnikiem. Staram się wykorzystywać jego doświadczenie, podpatruję niektóre zagrania i sztuczki, próbuję je powielać, a tym samym doskonalić swoje umiejętności.

Nie miałeś problemów z aklimatyzacją? Jak przyjęli Cię nowi koledzy?

Nie miałem absolutnie żadnych problemów. Mamy młodą, pozytywną i bardzo świadomą ekipę. Chłopaki przyjęli mnie bardzo ciepło i z miejsca dali mi odczuć, że jestem częścią tej drużyny.

Wydaje się, że trafiłeś najlepiej, jak tylko mogłeś, biorąc pod uwagę regularność, z jaką trener Marcin Brosz stawia na młodych chłopaków.

Jestem bardzo zadowolony, że trafiłem do Górnika i pod oko trenera Brosza. Dziękuję mu personalnie i wszystkim pozostałym osobom, które w mniejszym lub większym stopniu przyczyniły się do tego transferu. Jestem im ogromnie wdzięczny, że dostałem szansę zaistnienia w tym zespole. Zrobię co w mojej mocy, żeby spłacić kredyt zaufania, którym zostałem obdarzony.

Rynek transferowy w Polsce jest bezwzględny. Statystyki mówią same za siebie: na jednego chłopaka z niższych lig wychwyconego przez polskie kluby z najwyższych klas rozgrywkowych przypada 10-15 obcokrajowców. Zatrważająca statystyka.

Trzeba uczciwie przyznać, że nie jest lekko. Skauting w Polsce szwankuje, dlatego tym większy szacunek dla wąskiego grona osób, którym chce się pracować nad stworzeniem tej swoistej „drabiny” dla chłopaków z niższych lig. Takich jak ja. Gdyby nie okazja występu w meczu „Ty Też Masz Szansę”, z dużym prawdopodobieństwem mogę stwierdzić, że nie dostałbym możliwości pokazania się m.in w Victorii Sulejówek. Tam trafiłem pod skrzydła trenera Chmielewskiego, który w trakcie testów dostrzegł we mnie potencjał i postanowił dać mi szansę.

Podobnie ma się sprawa z kwestiami menedżerskimi. Gdyby nie TTMSZ nie trafiłbym do notatnika agentów, z którymi współpracuję obecnie. Ich nieszablonowe podejście oraz chęć pracy z młodymi zawodnikami z niższych lig też odegrały niebagatelną rolę w moim dalszym rozwoju i wznoszeniu się na coraz wyższe szczeble rozgrywkowe w naszym kraju.

Nie mogę nie wspomnieć o najważniejszym — gdyby nie wizja trenera Brosza, oparta o promowanie młodych polskich zawodników, prawdopodobnie jeszcze długo bym czekał na Ekstraklasę. Polska nie jest piłkarską pustynią. Mamy naprawdę sporo młodych piłkarzy, którzy prezentują wysoki poziom. Wystarczy wyciągnąć do nich pomocną dłoń i odważnie na nich stawiać.

Abstrahując od tytanicznej pracy, jaką wykonują ludzie związani z projektem „Ty też masz szansę”, jakie było Twoje podejście do zaproszenia na test-mecz? Miałeś jakąkolwiek nadzieję, że będzie to przysłowiowa winda do piłkarskiego nieba?

Potraktowałem to jako kolejną okazję, by zaprezentować swoje możliwości i umiejętności, ale bez niepotrzebnych nerwów i stresu. Koncentrowałem się tylko na tym, by wykonać swoje zadania jak najlepiej. Absolutnie nie zaprzątałem sobie głowy tym, że ktoś może zanotować sobie moje nazwisko w notesie. Następstwa test-meczu i całkiem spore zainteresowanie moją osobą były dodatkowym bodźcem do wytężonej pracy, gdyż dawały nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę miał okazję biegać po boiskach w wyższych ligach i rywalizować z jeszcze lepszymi zawodnikami.

Jaka atmosfera panuje w Górniku przed startem rundy rewanżowej? Pada w ogóle takie stwierdzenie jak „Mistrz Polski sezonu 2017/2018”?

Nie mówimy głośno o Mistrzostwie, ale każdy z nas podświadomie, w głębi duszy pewnie marzy o tym, by je zdobyć. Nie pompujemy specjalnie balonika, gdyż w naszych futbolowych realiach nigdy nie wychodziło to na dobre. Plan jest prosty: maksymalna koncentracja na każdym kolejnym spotkaniu i konsekwentne gromadzenie punktów. Krok po kroku. Do celu.

Indywidualnie jakie cele sobie stawiasz na nadchodzącą rundę?

Jestem skromnym chłopakiem twardo stąpającym po ziemi, w związku z czym nie stawiam sobie zbyt wysokich wymagań. Konkurencja w składzie jest bardzo duża, ale mimo wszystko chciałbym zadebiutować w pierwszym zespole. Gdyby przy okazji wpadła jakaś bramka lub udało się zanotować jakąś asystę, to radość byłaby podwójna. Oczywiście zrobię wszystko, co w mojej mocy, by przewyższyć te skromne oczekiwania i dać drużynie jak najwięcej.

Dla wielu młodych chłopaków z pewnością staniesz się inspiracją i wzorem do naśladowania. Jakie dałbyś im rady i wskazówki? Masz jakąś receptę na sukces?

Dziękuje za miłe słowa. Na pewno najważniejsze jest to, by się nie poddawali w trudnych momentach i bardzo mocno wierzyli, w to, co się robią. Trzeba wyznaczać sobie cele i konsekwentnie je realizować poprzez ciężką pracę. Owoce powinny przyjść z czasem. Jeśli nie przyjdą, to znacznie łatwiej pogodzić się z porażką mając w świadomości fakt, że z naszej strony zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, by sprostać swoim ambicjom.

Spinając naszą rozmowę fajną klamrą, chciałbym wrócić do początku i wątku filmu „Gol”. Pomimo Twojego pragmatyzmu, puśćmy odrobinę wodze fantazji. Chciałbyś kiedyś spróbować swoich sił w Premier League?

Pewnie! Bardzo bym chciał! To jednak nie czas na tego typu dywagacje. Teraz skupiam się tylko i wyłącznie na zadaniach, jakie mam do wykonania w Zabrzu. W pierwszej kolejności w Górniku muszę udowodnić swoją wartość. Niemniej jednak, niezależnie od tego, w jakiej lidze się znajdę w przyszłości, mogę zagwarantować, że zawsze będę dawał z siebie maksimum zaangażowania i umiejętności! 

źródło zdjęcia: traficco.pl

Dodaj komentarz