Jak z Poznania trafić do znanego londyńskiego klubu? Jak szkoli się w Wielkiej Brytanii? Na czym polega praca analityka? Tego wszystkiego dowiecie się z tego wywiadu. Naszym rozmówcą jest bowiem Bartosz Andryszak, trener drużyny U-15 i analityk Queens Park Rangers, a także piłkarz Victorii Londyn.

Jak trafiłeś do Queens Park Rangers?

Moja przygoda z Queens Park Rangers na dobre zaczęła się jakieś pięć lat temu. W 2010 roku podczas Lech Cup opiekowałem się młodzieżowym zespołem Tottenhamu. Nawiązałem znajomość z szefem działu rekrutacji Spurs, który przebywał wtedy w Poznaniu. Niedługo potem zakończyłem pracę w akademii poznańskiego Lecha, po około rocznej przerwie od piłki nożnej postanowiłem zadzwonić do wspomnianego już człowieka i spróbować wykorzystać swoją szansę. Kupiłem „bilet w jedną stronę”. Trzy miesiące spędziłem na stażu, śledząc wszystkie działania Akademii Tottenhamu Hotspur. Richard Allen został wtedy tez Szefem Akademii QPR i zaoferował mi prace skauta. W pełni poważną pracę w klubie rozpocząłem w grudniu 2012 roku. Dołączyłem do sieci skautów zespołu z Londynu. Od tego czasu krok po kroku staram się rozwijać moje umiejętności i realizować się zawodowo w QPR.

Konkurencja nie śpi, na co dzień rywalizujecie o piłkarzy m.in. z Chelsea, Arsenalem i Tottenhamem. Jak wyciągnąć zdolnego młodzieżowca w Londynie?

QPR ma duży dar do przekonywania piłkarzy stawiających swoje pierwsze kroki w karierze. Przede wszystkim nie boimy się stawiać na młodych zawodników, z czystym sumieniem możemy powiedzieć młodzieżowcowi, że jeśli nie gra np. w Chelsea i nie będzie tam grał przez najbliższy rok, to niech dołączy do nas i nie marnuje tak ważnego okresu dla własnego rozwoju. Oczywiście często wybieramy piłkarzy z tej drugiej półki, rywalizacja z akademiami Chelsea, Arsenalu, Tottenhamu a nawet Fulham jest bardzo ciężka, jednak nasza filozofia daje nam pewną przewagę. To dość proste. Wolimy dać szansę młodemu piłkarzowi “stąd”, niż szukać gotowego produktu gdzieś dalej np. za granicami Anglii. Nas wyróżnia też indywidualne podejście do gracza w czasie szkolenia, my nie tworzymy drużyn, a piłkarzy.

Niedługo finał kolejnej edycji programu skierowanego do młodych piłkarzy — Ty Też Masz Szansę organizowanego m.in. przez Emila Kota. W Anglii można spotkać się z podobnymi inicjatywami?

W Anglii nie ma testów dla młodych piłkarzy za darmo, to podstawowa różnica. Licznie powstają wyspecjalizowane firmy organizujące dni testowe dla dzieci i młodzieży, przy okazji oczywiście zarabiając przy tym niemałe pieniądze. W tak zorganizowanym wydarzeniu kilkaset dzieci bierze udział w zajęciach z piłką i meczach kontrolnych, wszystkiemu przygląda się z reguły kilkunastu skautów i wysłanników klubów. Jeżeli chodzi o testy piłkarskie dla dorosłych, to raczej one nie występują w Anglii.

Pracowałeś w przeszłości w akademii Lech Poznań. Jakie zauważasz różnice pomiędzy szkoleniem w Polsce, a angielskim modelem pracy z najmłodszymi?

Od kilku dobrych lat nie mam pełnej wiedzy na temat procesu szkolenia nad Wisłą, ale mam nadzieję, że wiele się zmieniło. Charakterystyczne dla systemu pracy z najmłodszymi w Polsce jest m.in. to, że można wymienić kilka klubów, które są lokalnymi monopolistami w wyszukiwaniu i ściąganiu do siebie młodych talentów. Lech Poznań, Legia Warszawa, a nawet Zagłębie Lubin mogą sobie pozwolić na wybieranie “z najlepszych”. Przykładowo w takiej Wielkopolsce niemal każdy chłopak marzy, aby w przyszłości zagrać w barwach Kolejorza. Wymienione przeze mnie kluby mają dość argumentów, aby przekonać do siebie chłopaków z regionu, patrząc szerzej — z całego kraju. W Polsce zawsze brakowało mi wewnętrznej konkurencji. Powoli zaczyna się to zmieniać, akademie grają nie tylko między sobą, ale uczestniczą też w sparingach zagranicznych. Niedawno młodzi piłkarze Legii Warszawa wysoko przegrali z młodzieżowcami Bayernu Monachium. Na pewno wiele wynieśli z tego meczu i za rok przegrają niżej, a może nawet uda im się wygrać, takie wydarzenia rozwijają sportowo. W Anglii od kategorii U16 w dół rozgrywane są wyłącznie mecze towarzyskie, sprzyja to wymianie doświadczeń i myśli szkoleniowej. Chłopcy z akademii QPR co tydzień rywalizują z kimś innym, jeździmy na mecze z Arsenalem, Southampton, Bristol itd., młodzi piłkarze stale uczą się czegoś nowego na boisku.

Kilka miesięcy temu rozmawialiśmy z Jakubem Bokiejem pracującym w Manchesterze City. Wielokrotnie podkreślał, że na Wyspach można spotkać mnóstwo dzieci polskich emigrantów, które stawiają swoje pierwsze kroki w piłkarskim świecie. Podobnie jest w QPR?

To prawda, w Anglii wielu naszych najmłodszych rodaków garnie się do piłki nożnej. W QPR myślę, że mamy teraz siedmiu Polaków w sekcjach młodzieżowych, to naprawdę niezły wynik. Na szczęście można powiedzieć, że Polska nie zapomina o tych chłopakach. W październiku w Londynie zostanie rozegrany kolejny mecz “Gramy dla Polski” organizowany przez Polski Związek Piłki Nożnej, w taki sposób buduje się świadomość narodową wśród tych dzieciaków. Warto dodać, że również córki naszych rodaków coraz liczniej można spotkać w piłkarskich akademiach.

Myślisz, że większość tych dzieciaków w przyszłości będzie chciała zagrać w Biało-Czerwonych barwach, czy może wybiorą reprezentowanie Anglii?

Każdy przypadek jest inny. Wiele dzieci przyszło na świat już tam na miejscu, w Anglii. Są one przesiąknięte kulturą brytyjską. W tym miejscu trzeba pochwalić polskich rodziców, wielokrotnie w pracy spotkałem się pochlebnymi opiniami pod adresem naszych najmłodszych rodaków. Polskie dzieci są dobrze wychowane, nie sprawiają większych problemów, przede wszystkim wyróżniają się dojrzałym podejście do swoich obowiązków i ciężkiej pracy na treningach. Często swoje braki w umiejętnościach czysto piłkarskich nadrabiają zaangażowaniem i walecznością. Ogólnie rzecz biorąc, Polakom coraz bardziej ufa się w Anglii, to cieszy. Jeśli chodzi o reprezentacyjną przyszłość, to kluczowa jest postawa rodziców, ciężko będzie wśród tych chłopców zbudować tożsamość narodową, jeśli będą oni wychowywani w całkowitym oderwaniu od polskiej tradycji. Ważne, że Polski Związek Piłki Nożnej nie zapomina o dzieciach naszych emigrantów, jeszcze raz przypomnę o październikowym meczu “Gramy dla Polski”. Ostateczna decyzja zawsze będzie należała do każdego z młodych piłkarzy, w tej materii nikogo nie można do czegokolwiek zmuszać. Jestem jednak dobrej myśli, nas Polaków wyróżnia też to, że zawsze jesteśmy dumni ze swojego pochodzenia, niezależnie od tego, gdzie żyjemy i mieszkamy.

Jakub Bokiej w rozmowie z nami podkreślił, że w Manchesterze City kładą duży nacisk na intensywność zajęć i siłę w czasie szkolenia młodych piłkarzy. Jak to wygląda w QPR?

W moim klubie przede wszystkim stawiamy na indywidualne podejście do zawodnika. Przez długi czas obserwujemy młodego piłkarza. Trzeba pamiętać, że dzieci noszą w sobie ukryty potencjał, naszym zadaniem jest jego pełne odkrycie i umiejętne wykorzystanie na boisku. Szukamy mocnych stron młodych piłkarzy, jednocześnie staramy się niwelować te słabe. Oczywiście w procesie szkolenia niezbędne są również standardowe elementy np. rozwój techniki, eksperyment ruchu, czy też eksperyment pozycji. Dopiero w okolicach piętnastego roku życia staramy się przyporządkować piłkarza właśnie do boiskowej pozycji. Chris Ramsey naszą filozofię definiuje w taki sposób, że dajemy młodym zawodnikom nadbagaż umiejętności i doświadczenia. Przykładowo staramy się przekazać im umiejętność wykonywania dziesięciu różnych podań długich. Ma to na celu danie wychowankom w przyszłości szansy znalezienia uznania wśród maksymalnie dużej ilości szkoleniowców. Niektórzy poszukują piłkarza środka pola dysponującego dobrym przerzutem na kilkadziesiąt metrów, inni wolą grać szybko po ziemi. W założeniu nasi piłkarze mają dysponować takim wachlarzem zagrań, aby wpasować się w oba style gry. Ogólnie rzecz biorąc, nie wsadzamy młodych piłkarzy w sztywne ramy. Przykładowo, jeśli ktoś nie potrafi “obiegać” to nie skreślamy go jako zawodnika, a staramy się znaleźć mu lepszą dla niego pozycję od bocznego obrońcy. Jeśli chodzi o typowe treningi siłowe, to w akademii QPR na wczesnych etapach w ogóle nie korzystamy z siłowni. Warto dodać, że praktycznie do etapu rozgrywek U23 końcowe wyniki spotkań nas nie interesują, liczy się przede wszystkim dobra gra i stały progres umiejętności. Intensywność wynika przede wszystkim z ogromnej rywalizacji wewnątrz drużyny. W Anglii spotkałem się z gigantycznym “przemiałem” piłkarzy. Jeśli nie trenujesz, nie dajesz z siebie wszystkiego, to odpadasz. Tracisz szansę na kontrakt i solidny zarobek, warto pamiętać, że niektórzy z nastoletnich piłkarzy mają już własne rodziny, więc dla nich rywalizacja o miejsce w składzie i wynagrodzenie ma szczególny wymiar. W samym Londynie i okolicach mieszka około 9 milionów ludzi, na powierzchni utrzymują się tylko najwytrwalsi. Nie trzeba być najsilniejszym, można być zwinnym, sprytnym na boisku, najważniejsze to ciężko pracować i umieć eksponować swoje atuty. Drużyny młodzieżowe często trenują w bezpośrednim sąsiedztwie pierwszego zespołu. Jest to dodatkowa motywacja do ciężkiej pracy, jeśli wpadnie się w oko trenerowi seniorów, to kariera w jednej chwili może nabrać rozpędu.

Pora na pytanie dotyczące skautingu. Niedawno piłkarzem Lechii Gdańsk został Egy Maulana z Indonezji. Twoim zdaniem mają sens poszukiwania piłkarskich talentów w państwach, w których nie ma wieloletniej tradycji gry w piłkę nożną? Myślę tu o np. Indonezji, Indiach, Pakistanie, Tajlandii.

Pracując w Anglii, trzeba wziąć pod uwagę, że wielu obcokrajowców potrzebuje wizy, aby rozpocząć pracę w kraju. W pewien sposób ogranicza to kierunki poszukiwania nowych piłkarzy, przykładowo problemy mogłyby wystąpić, chociażby z Brazylijczykami. Piłkarski talent obroni się sam, jeśli chłopak z dalekiego kraju potrafi grać w piłkę, to trzeba dać mu warunki do tego, aby rozwijał swój talent. Jednak nie można popadać w skrajności. Skauting musi być prowadzony na pewnym poziomie, jeśli ogranicza się on do YouTube, a piłkarz nie był widziany na własne oczy przez skauta, to mamy do czynienia z totalnym brakiem profesjonalizmu. Zdaję sobie sprawę z tego, że większość klubów w Europie nie stać na to, aby regularnie wysyłać swoich ludzi we wszystkie zakątki świata, ale wtedy trzeba skupić się na poszukiwaniach talentów w najbliższym otoczeniu.

Pracowałeś w przeszłości jako trener w akademii piłkarskiej, dziś jesteś analitykiem klubowym. Czym różnią się te stanowiska?

Przede wszystkim na tych stanowiskach czuje się zupełnie inną presję i odpowiedzialność za swoje decyzje. Analityk ma pośredni wpływ na to, co się dzieje na boisku. Wiążące decyzje zawsze podejmowane są przez pierwszego trenera. Dobry analityk musi odnaleźć w sobie umiejętność adaptacji do zmiennego otoczenia, rzadko kiedy zmiana sztabu szkoleniowego oznacza przetasowania w dziale analizy. Jest to praca zabierana do domu, często wykonywana w samotności i kompletnej ciszy przed monitorem komputera. Trener młodzieży ma większe pole do popisu. Moim zdaniem jest to praca o wiele bardziej plastyczna. Przede wszystkim na tym stanowisku ma się bezpośredni wpływ na to, co dzieje się na boisku. Pracując z młodzieżą, trzeba mieć na uwadze, aby kontrolować samego siebie. Dorastający piłkarze obserwują swoich mentorów, trzeba umieć dawać dobry przykład. Dodam, że analitycy rzadko kiedy biorą osobisty udział w spotkaniach z drużyną, niekiedy ich aktywność ogranicza się do przygotowania prezentacji multimedialnej, którą później przedstawia już pierwszy trener.

Miałeś przyjemność spotkać na swojej zawodowej drodze Harry’ego Redknapp’a. Jak wyglądała Wasza współpraca?

Harry Redknapp pracował w QPR w okresie, w którym ja byłem częścią klubowej akademii. Nasza współpraca nie była wyjątkowo ścisła, ale mogę powiedzieć, że Anglik jest prawdziwym fachowcem. Wyznaje filozofię typowego zarządzania zasobami ludzkimi i ryzykiem. W swoim sztabie miał wykwalifikowanych ludzi od kwestii czysto sportowych np. Joe Jordan’a i Steve’a MacLaren’a. Zupełnie inaczej do pracy trenera podchodził Jimmy Floyd Hasselbaink, który zawsze był bardzo aktywny na treningach. Obecny trener QPR — Ian Holloway (wywiad był przeprowadzany zanim Ian Holloway został zwolniony przyp. red.) łączy w sobie obie te szkoły. Potrafi zarządzać projektem i nie brakuje mu pełni zaangażowania w typowym treningu. Mnie pozostaje jak najlepiej wykonywać swoją pracę, czyli obserwować to, co dzieje się w klubie, zarządzać ryzykiem oraz w pozytywnym tych słów znaczeniu niekiedy nieco “manipulować” ludźmi.

Ile jest prawdy w tym, że drużyna potrzebuje piłkarzy, którzy sportowo może nie są wirtuozami, ale mentalnie potrafią dorosnąć do roli prawdziwego lidera?

Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach ciężko znaleźć młodych ludzi z charyzmą i mocnym charakterem. Wszechobecna elektronika sprawiła, że przestaliśmy ze sobą rozmawiać, a nawet robić sobie głupie żarty. Nos w telefon i świata nie ma… Nie dziwi mnie, że Carlo Ancelotti przez długie lata zaczynał ustalanie wyjściowej jedenastki od Gennaro Gattuso, a trenerzy Juventusu od Edgara Davidsa. Tacy piłkarze na boisku byli przedłużeniem ręki szkoleniowca. Często wybiera się kilku liderów drużyny: technicznego, mentalnego, siłowego. Taki zespół jest kompletny i poukładany.

Jesteś kibicem Milanu. Wyobraźmy sobie, że dochodzi do meczu QPR z włoską drużyną. Komu kibicowałbyś?

Chciałbym wtedy tak zaimponować Milanowi, aby ściągnęli mnie do siebie. Mówiąc w pełni na poważnie, jestem zawodowcem, zrobiłby wszystko, aby QPR wygrało takie spotkanie.

W Polsce często kibice i dziennikarze niejako lekceważą trenerów, którzy w przeszłości nie byli piłkarzami, automatycznie odbierają im na starcie pełnię praw do wykonywania tego zawodu. Jak wygląda podejście do tego niuansu w Anglii?

Żyjemy już w takich czasach, że wielu trenerów, którzy nie byli w przeszłości piłkarzami, udowodniło, że zna się na swoim fachu. Mówiąc wprost, bronią się sukcesami prowadzonych przez siebie zespołów. Zawodników można “kupić” na wiele sposobów. Na pewno trenera powinny wyróżniać: życiowa mądrość, umiejętność zarządzania ludźmi i ryzykiem, empatia, zrozumienie gry, oraz elementarna sprawiedliwość względem swoich podopiecznych. Często spotykam się z opiniami, że wielcy trenerzy tego świata, jak np. Sir Alex Ferguson oraz Carlo Ancelotti byli dla innych po prostu dobrymi ludźmi. Żyjemy w otwartym świecie pełnym szans, dziś każdy może udowodnić swoją wartość i odnieść sukces.

W przyszłości widzisz siebie w roli managera klubu Ekstraklasy?

Chciałbym zostać managerem klubu, nie ukrywam tego, jest to jedno z moich marzeń, do których dążę. Jak będzie? Czas pokaże. Jestem przekonany, że będę miał czyste sumienie i zrobię wszystko, aby osiągnąć swój cel. Nie wszystko zależy w życiu od nas, ale na pewno dołożę wszelkich starań, aby stale się rozwijać zawodowo.

Często nasze kluby piłkarskie mają problemy w rywalizacji na europejskich boiskach. Być może jest tak, że pewne rezerwy tkwią właśnie w odpowiednim przygotowaniu analitycznym?

Nie wiem, jak to wygląda dokładnie w każdym klubie, ale pewne jest, że nie każdy może pozwolić sobie na wykwalifikowanych analityków zatrudnionych na pełen etat. Zdarza się też, że w filozofii trenera nie ma miejsca na tego typu stanowiska. Takie rozwiązanie też należy uszanować, ze wszystkimi jego konsekwencjami. Jeśli jednak trener czuje potrzebę zatrudnienia analityków, to na dzień dobry musi zmierzyć się z klubowymi realiami, czyli wywalczyć środki u prezesa. Jeśli władze klubu stwierdzą, że nie dysponują odpowiednią sumą pieniędzy, pomysł szybko umiera śmiercią naturalną. Efekty pracy analityków w polskiej piłce nożnej najlepiej widać w funkcjonowaniu Reprezentacji Polski, Adama Nawałka ma cały sztab ludzi, których praca skupia się na wielowymiarowej analizie, wszystko jest dopięte na ostatni guzik.

W Polsce angielska piłka nożna kojarzy się m.in. z wielkimi pieniędzmi. Pracując dla Queens Park Rangers, czujesz, że klub oparty jest na mocnych fundamentach finansowych?

Odkąd pracuję na stanowisku analityka, jestem zatrudniony na pełnym etacie. Jest to spora różnica względem tego, jak to wygląda w Polsce. Moi znajomi, którzy pracują w kraju na podobnych stanowiskach do mojego, muszą szukać sobie dodatkowych źródeł utrzymania. Praca na pełnym etacie jako typowy analityk klubowy jest w Polsce marzeniem. W Anglii spotkałem się z zupełnie inną kulturą pracy, nie martwię się, czy dotrwam z domowym budżetem do końca miesiąca. Pracuję dużo, ale nie jestem przytłoczony swoimi obowiązkami, mam czas na odpoczynek i rozrywkę. Najprościej mówiąc, kluby na Wyspach funkcjonują poprawnie, wpływ na to mają np. zewnętrzne audyty akademii piłkarskich. Regularnie dokonuje tego belgijska firma Double-Pass. Jeżeli akademia otrzyma najwyższą notę, to jest prawnie zobowiązana do utrzymywania odpowiedniego poziomu, m.in. zatrudniona musi zostać odpowiednia ilość trenerów i członków sztabu medycznego. Reasumując, w QPR w pełni mogę poświęcić się swojej pracy i rozwojowi własnego warsztatu, mam ku temu sprzyjające warunki.

Dodaj komentarz