Jeszcze kilkanaście miesięcy temu byłby to ciężki do wyobrażenia scenariusz. Jednak życie pisze różne scenariusze i w sobotę Tomasz Adamek (53-5, 31 KO) otrzyma kolejną i prawdopodobnie ostatnią szansę na wbicie się do ścisłej światowej czołówki. Wyzwanie, jakiego podejmie się w Chicago popularny „Góral”, będzie ogromnych rozmiarów, zarówno dosłownie, jak i w przenośni, bo jego przeciwnik, Jarrell Miller (21-0-1, 18 KO) jest pięściarzem o niecodziennej charakterystyce i kimś, kogo w wadze ciężkiej jeszcze nie było. Oto zapowiedź pojedynku elektryzującego całą bokserską Polskę.

Drugiego kwietnia 2016 roku w krakowskiej Tauron Arenie Tomasz Adamek mierzył się z Erikiem Moliną (24-3) w walce wieczoru na Polsat Boxing Night. Stawką pojedynku był pasek IBF Inter-Continental, a wygrany pojedynku miał się zbliżyć do walki o tytuł, ze świeżo upieczonym mistrzem, Anthonym Joshuą (16-0). Pięściarz z Gilowic zapowiadał, że w przypadku porażki nie będzie już ponownie wracał na ring i zawiesi rękawice na kołku. Pojedynek układał się po myśli „Górala”, który cały czas punktował mało aktywnego rywala i prowadził zdecydowanie na kartach sędziowskich. Nieoczekiwanie, równo z gongiem kończącym 10 rundę, „Drummer Boy” wystrzelił potężnym prawym, prowadzący ten pojedynek Leszek Jankowiak wyliczył dwukrotnego mistrza świata i zakończył pojedynek. Wielu kibiców oceniało tę decyzję za zbyt pochopną, ale Adamek przegrał. W praktyce oznaczało to jedno – „Góral” kończy karierę.

Sprawy przybrały nieoczekiwanego obrotu na przełomie marca i kwietnia ubiegłego roku, kiedy sam Mateusz Borek odwiedził Adamka w USA i namówił go do wznowienia kariery. Doszło też do zmian w sztabie „Górala”. Adamek przestał współpracować z odchodzącym na emeryturę Rogerem Bloodworthem, wiążąc się z mniej znanym szkoleniowcem, Gusem Currenem. W zespole Adamka znalazł się też trener przygotowania fizycznego, Jakub Chycki, który pracował już z Adamkiem przed walkami z Przemysławem Saletą (44-8, 22 KO) i Moliną.
Efekty nowej współpracy nie były widoczne od początku, bo o ile Adamek poradził sobie bez problemu z ustępującym szybkością Nowozelandczykiem Solomonem Haumono (24-4-2, 21 KO), to już ze znacznie bardziej dynamicznym, ale też zdecydowanie mniejszym gabarytowo Fredem Kassim (18-7-1) nie zachwycił i wygrał w dość słabym stylu.

Przełomem okazała się walka z Joey’em Abellem (34-10, 32 KO). „Minnesota Ice” w tamtym czasie przeżywał najlepszy okres w swojej karierze i od porażki z Oscarem Rivasem (17-0) zanotował serię trzech zwycięstw z rzędu. Szczególnie wartościowe były zwycięstwa z niepokonanym Johnem Wesleyem Nofire (19-0) i wygrana odniesiona w Polsce nad Krzysztofem Zimnochem (22-2-1, 15 KO). Do tego Amerykanin mógł przepracować pełen obóz przygotowawczy, co w jego przypadku jak sam mówił przed pojedynkiem, nie jest regułą i „Góral” nie był stuprocentowym faworytem tego starcia. Polak udowodnił jednak, że jest lepszym bokserem niż Abell i na ringu w Częstochowie udowodnił swoją wyższość. Polski pięściarz przez cały czas kontrolował pojedynek, konsekwentnie rozbijając rywala ciosami na tułów, czterokrotnie rzucając rywala na deski. Sędzia pod koniec siódmego starcia był zmuszony zakończyć konfrontację.

Dzięki tej wygranej „Góral” zanotował spory awans w rankingach, co zostało zauważone przez obozy Kubrata Pulewa (25-1, 13 KO) i Jarrella Millera. Mimo, że oferta walki w Sofii była dla Adamka bardziej opłacalna, bo według Mateusza Borka kwota za pojedynek poprzedzający starcie bułgarskiego gwiazdora z Hughie Furym (21-1, 11 KO) była niemalże taka sama, jak za pojedynek z Millerem, a za możliwość wejścia do ringu z samym Pulewem w eliminatorze IBF Polak miał dostać już dwa razy więcej, to Polak zdecydował się na udział w debiutanckiej gali Eddiego Hearna na DAZN – nowej platformie internetowej, nazywanej także „sportowym Netflixem”, która będzie pokazywała w USA imprezy organizowane przez Matchroom Boxing.

W Chicago poprzeczka będzie zawieszona zdecydowanie wyżej niż w kilku ostatnich starciach, które miał okazje toczyć Adamek. Mimo że Miller swoją sylwetką w ogóle nie przypomina sportowca, to jeżeli chodzi o wytrzymałość, jest fenomenem, jakiego w królewskiej kategorii jeszcze nie było. Pomimo sporej nadwagi i bardzo dużej masy ciała potrafi boksować w bardzo wysokim tempie, a kondycja wcale nie jest jego słabym punktem. Do tego zadaje bardzo dużo ciosów.

Miller co prawda nie jest żadnym wirtuozem boksu. Próżno w jego stylu doszukiwać się jakiegoś wyrafinowania czy nienagannej techniki, ale jest w swoich poczynaniach niezwykle konsekwentny. W tej prostocie jest metoda, o czym przekonali się m.in. Mariusz Wach (33-3, 17 KO) czy Johann Duhaupas (37-5, 24 KO). Mimo, że obaj dysponowali świetnym zasięgiem ramion (Wach 208 cm, Duhaupas 210 cm) to nie potrafili zastopować ciosami prostymi, idącego ciągle do przodu, Millera.

W przeciwieństwie do ostatnich dwóch oponentów Millera, Adamek jest małym ciężkim, a do tego nie dysponuje takim zasięgiem czy siłą ciosu jak wyżej wymieniona dwójka. „Góral” jest już mocno zaawansowanym wiekowo pięściarzem i choć boksersko potrafi zdecydowanie więcej niż “Big Baby” to bardzo wątpliwe jest to, że poradzi sobie z większym, młodszym i bardzo aktywnym rywalem. Kluczowa może być różnica w gabarytach. Sędziowie również nie będą sprzymierzeńcami Polaka. Kursy bukmacherskie dobitnie pokazują kto, jest faworytem. O ile w LVBet kurs na wygraną „Górala” wynosi “tylko” 6,50, to już na stronach zagranicznych bukmacherów stawki sięgają nawet dwucyfrowych wartości.

Wygrany tej konfrontacji otrzyma najprawdopodobniej szansę walki o wakujący, po Manuelu Charrze (31-4, 17 KO), pas czempiona WBA. Oczywiście nie jest to pełnoprawny światowy tytuł, gdyż superczempionem World Boxing Association jest Anthony Joshua (22-0, 21 KO), ale zdobycie miana regularnego mistrza świata byłoby świetnym zwieńczeniem bogatej kariery Polaka. Potencjalny przeciwnik w walce o wakujące mistrzostwo nie byłby specjalnym wyzwaniem. Fres Oquendo (37-8, 24 KO) jest nieaktywny od ponad czterech lat i prawo walki o „mistrzostwo świata” załatwił sobie w sądzie, wygrywając sprawę z grupą Terek Boxing Event promującą w tamtym czasie Rusłana Czagajewa (34-3-1, 21 KO) za złe traktowanie podczas pobytu w Groznym przed walką z Uzbekiem. Od tamtego czasu „Fast Fres” nie może z różnych powodów przystąpić do walki. W zasadzie to czeka na to, aż ktoś mu, zapłaci za odstąpienie od pozycji obowiązkowego pretendenta. Nikt jak dotychczas nie zdecydował się na taki ruch.

Atutem Adamka będzie fakt, że gala odbywa się w chicagowskiej Wintrust Arenie. Dzięki temu „Góral” może liczyć na wsparcie Polonii, która licznie przybędzie dopingować z całych sił boksera z Gilowic w jego bardzo ważnym pojedynku. Do tego będzie to powrót do przeszłości, bo to właśnie w „Wietrznym Mieście” Polak w 2005 roku zdobył tytuł WBC w wadze półciężkiej, pokonując po kapitalnej wojnie ringowej Paula Briggsa (23-1).

Poza walką Adamek-Miller czeka nas tej nocy wiele innych wydarzeń, które gwarantują emocje na najwyższym poziomie. Fani MMA będą mogli zobaczyć gale KSW 45 w Londynie i UFC 229 z hitową walką wieczoru pomiędzy Chabibem Nurmagomiedowem (26-0) i Conorem McGregorem (21-4) o pas w wadze lekkiej. Natomiast jeśli chodzi o szermierkę na pięści to TVP Sport, pokaże dodatkowo galę w Zakopanem z Krzysztofem Włodarczykiem w walce wieczoru (55-4-1, 37 KO). Rywal „Diablo” na przęciętnym kibicu boksu wrażenia jednak nie zrobi. Al Sands (20-3, 18 KO) nie powinien być dla niego żadnym zagrożeniem. W niedzielne popołudnie będzie można zobaczyć pierwszą imprezę z cyklu World Boxing Super Series. W Tokio odbędą się dwie walki turniejowe. O tytuł WBA w super lekkiej zawalczy Kyrił Relich (22-2, 19 KO) z Eduardem Trojanowskim (27-1, 24 KO), a o mistrzostwo tej samej federacji w koguciej zmierzą się Naoya Inoue (16-0, 14 KO) z Juanem Carlosem Payano (20-1, 9 KO). Szczególną uwagę warto zwrócić na Inoue, bo „Potwór” idzie jak burza przez zawodowe ringi i jest głównym faworytem do zwycięstwa w całej rywalizacji.

Przekaz z gali z Chicago od 2:00 na Polsacie Sport, natomiast od 3:00 boks będzie można oglądać na otwartym kanale Polsatu, a Adamek ma zameldować się w ringu ok.5:00. Gala Włodarczyk-Sands od 20:00 będzie pokazywana przez TVP Sport, a główny pojedynek zacznie się o 23:05 na otwartej antenie. Gala z Japonii od godziny 14:00 w niedzielę na sportowym kanale telewizji publicznej.

źródło zdjęcia wyróżniającego: skysports.com

 

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA NASZEGO FANPAGE’A NA FACEBOOKU I ŚLEDZENIA NASZEGO KONTA NA TWITTERZE!

 

Dodaj komentarz