Ostatnio coraz częściej można zobaczyć dyskusje, które toczą się wokół jednego pytania: „Czy ekstraklasa jest słaba”. Wydaję mi się, że to jest złe pytanie. Prawidłowo zadane pytanie powinno wyglądać tak: „Czy poziom piłkarski ekstraklasy jest słabszy niż kilka lat temu?”. A odpowiedź zabrzmiałaby – „Tak, aktualnie jest marny”.

Do powyższego pytania nie będę brał pod uwagę wyczynów naszych drużyn w letniej przygodzie (bo występami w europejskich pucharach nie można tego nazwać). Skupię się tylko i wyłącznie na tym, jak wyglądają poczynania ligowe. Dlaczego uważam, że pytanie o słabość ekstraklasy zawęża nam rozmowę? Bo można się do niego odnieść pod kątem emocji. A mimo wszystko nasza liga jest bardzo emocjonująca. Pokażcie mi ligę, w której lider jedzie do ostatniej drużyny i wszystko mówi, że to outsider zdobędzie komplet punktów. Sympatycznie to się ogląda, bo każdy mecz jest potencjalną niespodzianką. Lech u siebie gra z rozbitym z Górnikiem? W ciemno można stawiać X2. Wisła jedzie na Pogoń, która jest w dołku? Śmiało można było obstawić, że to w Szczecinie zostanie komplet punktów. To już nawet nie jest losowość wyników. a zaprzeczenie logice. I właśnie to daje ekstraklasie przewagę nad bardziej profesjonalnymi innymi ligami – drobny element zaskoczenia.

Jednak to, co daje frajdę w oglądaniu naszej ligi, jest jednocześnie jej największą bolączką. Najlepsze kluby, pod względem jakości piłkarskiej, niewiele się różnią od tych teoretycznie słabszych. Nie ma dominacji w ligowej tabeli, serii spotkań bez porażki. Można przegrać 11 meczów w sezonie (1/3!) i zdobyć mistrzostwo. Ostatnie sezony, gdy była widoczna dominacja którejś z drużyn, to sezon 13/14 (16 punktów przewagi nad trzecią drużyną i 10 nad drugą) oraz 12/13 (6 punktów przewagi nad drugą drużyną, ale aż 20 nad trzecią). Pamiętacie jak wyglądała liga, gdy Wisła zdobywała mistrzostwo kraju z jedną porażką? Każdy chciał gonić „Białą Gwiazdę”, więc ekipa pościgowa wzmacniała się dobrymi nazwiskami. Groclin, który nie zdobył mistrzostwa, miał Milę, Wieszczyckiego, Kriżanaca, Niedzielana, Rasiaka, Rockiego. Gdybyśmy przenieśli w czasie zespół z Grodziska, to teraz zdominowaliby ekstraklasę.

Dominacja wymusza rozwój słabszych klubów, które nie chcą odstawać. Oczywiście nie twierdzę, że przykładowo, Lech nie chce gonić Legii. Zapewne włodarze Lecha pragną odebrać mistrzostwo drużynie ze stolicy. Jednak działacze „Kolejorza” kalkują jak biznesmeni. Skoro, by wygrać ligę wystarczy zwyciężyć w 2/3 spotkań, to nie musimy niesamowicie wzmacniać klubu. Najbardziej na tym korzysta Legia, która może nic nie robić przez większość sezonu a i tak będzie świętować wygranie ekstraklasy. A teraz wyobraźmy sobie, że Legia na koniec sezonu ma nad Lechem przewagę dwudziestu punktów. Czy działacze klubu z Poznania musieliby się wzmocnić? Oczywiście. Może doszliby do tego, że ciężko zdobyć mistrzostwo grając Jevticiem i Gajosem i Janickim. Ściągnięcie Amarala i Tiby to było uzupełnienie dziur w drużynie. Poznaniakom brakuje chęci stworzenia zespołu, który tę ligę rozbije. A taka motywacja może powrócić, bo otrzymaniu upokarzającego klapsa.

Problemem jest też ilość piłkarzy, o których moglibyśmy powiedzieć, że dadzą sobie radę za granicą. W naszej lidze Panem Piłkarzem (jak mu się zachce) jest Filip Starzyński. Ten sam Starzyński, którego zjadła i wypluła liga belgijska. Wolski? Piłkarz ponadprzeciętny technicznie, który nie dał sobie rady we Włoszech i w Belgii. Furman, który opalał się w Tuluzie, bo ciężko powiedzieć, że grał w piłkę, co chwilę łączony jest z Mistrzem Polski. Co nie jest dziwne, bo Furman wybija się na tle naszych ligowców, jednak na lepszą ligę był zdecydowanie za słabszy. O kim jesteśmy w stanie powiedzieć, że odejdzie na zachód i od razu sobie poradzi? Na pewno Żurkowski, Haraslin, może Szymański. Zarandia ma umiejętności, ale patrząc na jego wagę i sylwetkę, przy zderzeniu z bardziej fizycznym futbolem, nie da sobie rady. Jednak ciężko znaleźć piłkarzy, o których byśmy mogli powiedzieć WOW w większej ilości.

Gorawski, Bizacki, Surma, Kulawik, Jan Woś – to piłkarze, którzy w sezonie 02/03 występowali w Ruchu, który zajął trzynaste miejsce w tabeli. Wisła Płock, która zajęła dziewiąte miejsce miała w swojej kadrze Wasilewskiego, Jelenia, Peszkę, Nazaruka czy Mosóra. W Widzewie, który do końca walczył o utrzymanie, grali Włodarczyk, Batata czy Grzelak. Moc! Każdy z klubów, miał kilku piłkarzy, którzy sprawdziliby się w czołowej drużynie ekstraklasy. Ba, kluby często z tego korzystały. Teraz ciężko znaleźć piłkarza, przykładowo z Korony, który byłby wzmocnieniem Legii, Lecha czy Jagiellonii. I nie dlatego, że są piłkarze z Kielc są słabsi od piłkarzy z Legii. Po prostu nie ma między nimi bardzo dużej różnicy.

Gdyby ktoś kazał mi wskazać moment, w którym jakość piłkarska zaczęła słabnąć w naszym kraju, to wskazałbym koniec dominacji Wisły. Kluby złapały króliczka i nie do końca wiedziały, co z tym fantem zrobić. Planem, tak mi się wydaje, było dogonienie „Białej Gwizdy” a nie jej przegonienie. I w momencie, gdy udało się zdetronizować klub z Reymonta, kluby stanęły w miejscu. Sezon po sezonie, zaczęto sprowadzać coraz słabszych piłkarzy, gdyż do zdobycie mistrzostwa wymagało mniejszego nakładu sił. Tej lidze potrzebna jest, nawet chwilowa, wielka dominacja w tabeli jednej drużyny. Oczernienie wszystkich zespołów w celu otrzeźwienia. Wymuszenie chęci rozwoju piłkarskiego i wyszukania klasowych piłkarzy. Jeżeli nie zagranicą, to w niższych ligach. Inaczej zakopiemy się jeszcze głębiej w marności.

zdjęcie wyróżniające: sportworld.news

 

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA NASZEGO FANPAGE’A NA FACEBOOKU I ŚLEDZENIA NASZEGO KONTA NA TWITTERZE!

 

Dodaj komentarz