Ile łączy światy holenderskiej i polskiej piłki nożnej? Jaka jest przyszłość reprezentacji Oranje? O tym w rozmowie z Janem de Zeeuwem Juniorem — specjalistą od zarządzania i marketingu w piłce nożnej.

 

Zacznijmy od przedstawienia Twojej osoby czytelnikom. Świetnie mówisz po polsku, jesteś mocno związany z Polską. Jak to się stało, że Trójmiasto stało się dla Ciebie jednym z domów?

Moja mama jest Polką, tata Holendrem. Mieszkaliśmy w Holandii, równolegle prowadząc interesy w Polsce. Często odwiedzałem rodzinę mamy. Wujek zabierał mnie na mecze Lechii Gdańsk, jeszcze na stary stadion przy ulicy Traugguta. Bardzo miło wspominam tamten obiekt. Nigdy nie chodziłem do polskiej szkoły. Języka polskiego nauczyłem się sam. Śmieję się do dziś z tego, że pomogły mi w tym… tabloidy. Na studiach kupowałem polskie gazety tego typu, następnie czytałem i zakreślałem słowa, których nie rozumiałem. Gdy dorosłem, wszystko nabrało rozpędu. Sam związałem się zawodowo z Polską, w tym z Trójmiastem. Często odwiedzam też Warszawę, podoba mi się to miasto, jest dynamiczne, stale coś się w nim dzieje.

 

Ciekawi mnie, czy holenderskie media sportowe poświęcają dużo czasu naszym piłkarzom? O kim z Biało-Czerwonych mówi się najczęściej w Holandii?

W ostatnim czasie oczywiście na topie jest Krzysztof Piątek. Dobra forma piłkarza Genoi została zauważona przez holenderskich dziennikarzy. Bardzo pozytywnie o Biało-Czerwonych mówiło się w okresie po Euro 2016. Nie będę ukrywał, że zdaniem ekspertów z Holandii Reprezentacja Polski totalnie zawiodła na Mundialu w Rosji. Na koniec mała ciekawostka, nie za wiele mówi się o Arkadiuszu Miliku, mimo jego całkiem udanego momentu w karierze spędzonego w Amsterdamie.

 

Pozostańmy na dłużej przy temacie Mundialu, na którym, jak wiemy, Oranje nie zagrali. Komu kibicowali Holendrzy?

W Holandii podchodzimy z dystansem do piłki nożnej. Sporo było sarkazmu w przestrzeni publicznej. Jakoś musieliśmy przetrwać ten Mundial bez udziału naszej reprezentacji. Telewizja oferowała codzienny program podsumowujący wydarzenia z turnieju. Wśród kibiców przeprowadzono nawet ankietę, w której zapytano, kogo wspierają oprócz Holandii. Wyniki były dość zaskakujące. Bardzo dobry wynik uzyskały Niemcy. Przyznam, że ja kibicowałem właśnie Niemcom. Uważam, że pomimo szybkiego odpadnięcia z Mundialu, ta reprezentacja ma przed sobą naprawdę dobrą przyszłość. Na kolejnych turniejach znów będą groźni. Ankieta pokazała też, że Holendrzy wspierali Argentynę. Zdecydowanie nie po drodze nam ostatnio z Belgami, którzy stali się nieco aroganccy.

 

Jeszcze nie tak dawno liga holenderska przyciągała polskich piłkarzy z naprawdę solidnymi nazwiskami. W Eredivisie wciąż żywe jest zainteresowanie naszymi rodakami?

Oczywiście, że tak. Liga holenderska w żaden sposób nie zamknęła się na kierunek polski, jeśli chodzi o poszukiwania nowych piłkarzy. Problemem w ostatnich latach stały się pieniądze. Piłkarze z najmocniejszych drużyn Ekstraklasy są poza zasięgiem zdecydowanej większości klubów z Holandii. Przykładowo Legia Warszawa może pozwolić sobie na wyraźnie wyższe pensje dla zawodników niż trzy czwarte zespołów Eredivisie. Tak, jak już wspomniałem, zainteresowanie polskimi piłkarzami nie ulotniło się. Ostatnio był temat wypożyczenia Jana Bednarka i Jarosława Jacha przez holenderskie drużyny. Barierą okazały się pieniądze.

 

Wspomniałeś, że namawiałeś Dawida Janczyka na transfer do Feyenoordu. Oczywiście mowa o wydarzeniach sprzed kilku dobrych lat, gdy nasz młody napastnik był już po transferze do Rosji. Faktycznie była szansa na dołączenie do zespołu z Rotterdamu?

Dawida poznałem w warszawskim klubie Enklawa. Chłopak był u progu swojej kariery. Feyenoord wykazywał zainteresowanie wówczas młodym napastnikiem już CSKA Moskwa. Manager naciskał jednak na inną drogę dla Janczyka. Rosyjski kierunek od początku wydawał się ryzykowny pod wieloma względami. Jak to wszystko się zakończyło, wszyscy wiemy.

 

W Holandii też można znaleźć piłkarzy, którzy podobnie, jak w przypadku Dawida Janczyka, swoją karierę przegrali z powodu problemów z nałogami?

Niestety tak. Na początku lat dziewięćdziesiątych wydawało się, że dużą karierę w Anglii zrobi Glenn Helder. Skrzydłowy trafił do Arsenalu, miał papiery na naprawdę dobrą grę. Jego karierę trawiły narkotyki i hazard. Doszły do tego sprawy rodzinne m.in. ograniczenie praw do kontaktu z dzieckiem. Na pewno większość czytelników kojarzy Andy’ego van der Meijde. Przebojowy skrzydłowy w młodym wieku przeniósł się z Ajaxu Amsterdam do będącego wtedy europejską potęgą — Interu Mediolan. Piłkarz po zakończeniu kariery napisał książkę, w której ujawnił, dlaczego nie udało mu się na dobre zagościć na największych europejskich boiskach. Alkohol, hazard i inne przyjemności były dla niego ważniejsze niż skupienie się na treningu. Van der Meijde wprost pisze, że jego książka ma przestrzegać młodych piłkarzy przed błędami mogącymi zaważyć o całej karierze. Niedawno do poważnego grania powrócił Royston Drenthe. Dawna nadzieja holenderskiej piłki związała się ze Spartą Rotterdam. Drenthe w bardzo młodym wieku trafił z Feyenoordu Rotterdam do Realu Madryt. Początki były obiecujące, ale chłopak nie wytrzymał mentalnie. Grubszy portfel w jego przypadku oznaczał narastające problemy. Nie był gotowy na ten transfer. Jak się później okazało, przenosiny do Madrytu spowodowały zastopowanie jego rozwoju sportowego.

 

Zostańmy dłużej przy piłce holenderskiej i przejdźmy do Reprezentacji Holandii. Czy Twoim zdaniem to już ten moment, w którym kibice mogą być spokojni o najbliższą przyszłość Oranje?

Moim zdaniem jeszcze nie. Reprezentacja Holandii na pewno nie jest słaba, ale wciąż ma poważne problemy. Przede wszystkim brakuje większej ilości talentów klasy światowej. Te można spotkać w reprezentacjach U-15 i U-17. Na papierze za nieco ponad pięć lat Holandia powinna znaczyć w piłce nożnej zdecydowanie więcej. Oczywiście kluczowy będzie przeskok dla tych piłkarzy w świat w pełni profesjonalnej piłki. Znając życie, kilku z nich nie odnajdzie się w pełni w nowych realiach. Wciąż brakuje nam klasowej dziewiątki. W mniejszym lub większym stopniu improwizujemy na tej pozycji. Niedawno mówiło się w Holandii nawet o powrocie Robina van Persiego do reprezentacji. To tylko pokazuje, jak poważny jest problem ze znalezieniem klasowego napastnika. Nie skreślamy Vincenta Janssenam, ale ten piłkarz musi dojść do pełni dyspozycji po kontuzji. Ciekawym przypadkiem jest Bas Dost. Piłkarz świetnie prezentuje się w barwach Sportingu, niestety w reprezentacji nie daje wymaganej na tym poziomie jakości. Holandia ma też problem z młodymi piłkarzami, którzy mają korzenie marokańskie lub tureckie. Często nasza federacja zgłasza się po nich za późno. Przegraliśmy w taki sposób Hakima Ziyecha, a ostatnio grę dla Maroka wybrał Noussair Mazraoui.

 

Holenderska piłka nożna od lat znana jest z tego, że produkuje masę talentów. Kto spośród młodych Holendrów może Twoim zdaniem stać się gwiazdą światowego formatu?

Zdecydowanie Matthijs de Ligt. Chłopak ma dopiero dziewiętnaście lat, a już jest kapitanem wielkiego Ajaxu Amsterdam. Stale rozwija się sportowo. Niedawno pokazał się z bardzo dobrej strony w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Bayernowi Monachium. Przede wszystkim De Ligt ma poukładaną głowę i mądrych doradców obok siebie. Holandia zna przypadki, w których zawiodła właśnie sfera mentalna lub młody piłkarza został źle poprowadzony przez agentów. Wystarczy wspomnieć Memphisa Depaya. Chłopak w młodym wieku przeniósł się z PSV do Manchesteru United. Uciechy pozasportowego życia zaczęły trawić jego karierę. Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że młody Holender powinien opuszczać Eredivisie dopiero po kilku sezonach rozegranych na wysokim poziomie w wyjściowym składzie swojej drużyn, gdy już prawdopodobnie jest ważną częścią reprezentacji narodowej. Za szybkie przenoszenie się do mocnych lig jest zauważalnym problemem w Holandii. Nie tylko Depay padł ofiarą takiej decyzji. Po opuszczeniu rodzimej ligi w młodym wieku mocno wyhamowała kariera Riechedlego Bazoera. Mam obawy dotyczące Justina Kluiverta. Moim zdaniem powinien jeszcze przynajmniej sezon pograć w Holandii. Zobaczymy, jak potoczą się jego losy. Oby tylko wytrzymała głowa — a raczej nie jest to jego najmocniejsza strona. Z drugiej strony można wymienić też młodych zawodników, których kariery są prowadzone wzorowo. Steven Bergwijn mógł już dawno opuścić Holandię, ale oferty są konsekwentnie odrzucane przez jego doradców. Na pewno tego nie pożałuje. Jeśli tylko będzie ciężko pracował na treningach i podnosił swój poziom sportowy, to w najbliższych latach trafi do silnej drużyny, mając przy tym większą pewność występów na boisku.

 

 

Wspominałeś niedawno o osobie niejakiego Brama S. — oszusta działającego w Belgii i Holandii w świecie piłkarskim. Jak konkretnie wyglądała jego aktywność?

Bram S. powoływał się na rzekome znajomości w świecie piłkarskim, głównie na Bałkanach. Namawiał ludzi do inwestowania w kupno młodych piłkarzy. Obiecywał gwarantowane zyski, najzwyczajniej w świecie wykorzystywał chęć pomnożenia kapitału przez swoich klientów. Oczywiście wszystko kończyło się jednym wielkim rozczarowaniem. Tylko w jednym przypadku osoba straciła blisko 700 000 euro. Na szczęście casus Brama S. to rzadki problem. Dodam, że jego sprawa wciąż jest rozwojowa, na szczęście odpowiednie służby już się nim zajęły.

 

Duet Patrick Kluivert i Clarence Seedorf rozpoczął niedawno pracę trenerską dla Reprezentacji Kamerunu. Jak Holendrzy odebrali decyzję swoich dawnych gwiazd?

Raczej z przymrużeniem oka. Choć trzeba przyznać, że obaj panowie dostali ofertę nie do odrzucenia. Ciężko im się dziwić, że zdecydowali się na pracę dla kameruńskiej federacji piłkarskiej.

 

Polskie kluby w ostatnich sezonach dostają łomot w europejskich pucharach. Wiem, że to temat rzeka na osobną rozmowę. Gdybyś jednak musiał dać ogólną radę, od czego zacząć, aby pojawiła się nadzieja na lepsze jutro, to czego radziłbyś właścicielom czołowych klubów Ekstraklasy?

Moim zdaniem trzeba zacząć od tego, że największym problemem polskiej piłki nożnej nie jest brak pieniędzy. Czołowe kluby mają dość środków, aby stale się rozwijać i podnosić swój poziom sportowy. Kłopoty pojawiają się, gdy trzeba w pełni profesjonalnie zarządzać tymi środkami. Polskiej piłce potrzeba jeszcze więcej specjalistów. Osób wykształconych w zarządzaniu kapitałem, przygotowanych merytorycznie do wykonania zadania, jakim jest długofalowy rozwój klubu. Ważne jest też realne spojrzenia na to, co się dzieje dookoła. Nowocześnie zarządzany klub piłkarski nie będzie funkcjonował poprawnie bez naprawdę rozwiniętej sieci skautingu. Niestety nad Wisłą wciąż są braki w tej materii. Nieco poza gestią klubów znajduje się wczesne szkolenie młodzieży, jego pierwszy etap. Dobrze byłoby, aby trenerzy w lokalnych szkółkach czuli wsparcie systemowe i zwyczajnie zarabiali więcej, aby mogli skupić się wyłącznie na jednym etacie. Wracając do meritum pytania. W profesjonalnym zarządzaniu klubem niezbędna jest też cierpliwość i gruba skóra. Ekstraklasa zna dość przypadków osób, które inwestują swoje środki i poświęcają bezcenny czas dla drużyny, a w weekend słyszą z trybun wulgarne okrzyki pod swoim adresem.

 

W sezonie 2017/2018 PSV nie zakwalifikowało się do europejskich pucharów, co automatycznie oznaczało odczuwalne obniżenie budżetu. W Polsce powszechne jest to, że czołowe kluby uwzględniają w budżetach środki niepewne, które mogą dopiero uzyskać właśnie w rozgrywkach międzynarodowych. Twoim zdaniem to nieunikniona droga dla właścicieli polskich zespołów?

Zacznę od tego, że PSV jest najmądrzej zarządzanym klubem w całej Holandii. W pewnym sensie rozumiem właścicieli polskich klubów, tych z czołówki. Pokazują takimi decyzjami pewność siebie. Oczywiście mam na myśli uwzględnianie jedynie awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Z drugiej strony wszystko musi mieć swoje granice. Zjawisko występuje też w Holandii, choć nie w tak znaczącej skali, jak w Polsce.

 

W sezonie 2016/2017 z holenderskiego Vittese do Legii Warszawa wypożyczony był Waleri Kazaiszwili. Piłkarz na pewno wyróżniający się w tamtym okresie na boiskach Eredivisie. Dlaczego Twoim zdaniem Gruzin nie odpalił w Legii?

Na papierze Kazaiszwili powinien być gwiazdą Ekstraklasy, niestety ten transfer nie wypalił. Wiem, że Vako zaskoczyła twarda walka na boiskach Ekstraklasy. Zwyczajnie nie był gotowy na aż tak fizyczną grę. Za wcześnie też odpuścił, może dlatego, że był tylko wypożyczony do Polski. Obecnie występuje w MLS, w barwach San Jose Earthquakes, gdzie radzi sobie naprawdę dobrze.

 

Jeszcze mocniej z holenderskim światem piłki nożnej była związana w przeszłości Wisła Kraków. Robert Maaskant i Stan Valckx nie są najlepiej wspominani przez kibiców Białej Gwiazdy. Jak Ty oceniasz holenderski epizod w krakowskiej Wiśle.

Robert Maaskant nigdy nie był typowym trenerem, raczej bliżej było mu zawsze do bycia dyrektorem sportowym lub po prostu biznesmenem działającym w świecie piłki nożnej. Wisła wiedziała, kogo zatrudnia. Podobnie w przypadku Stana Valckxa, który został wcześniej wyrzucony z PSV za niejasne transfery piłkarzy do zespołu. Jeśli chodzi o holenderskich piłkarzy, którzy dołączyli do Wisły, to Kew Jaliens i Michael Lamey w Holandii nie mieli najlepszej opinii. Obaj powoli już żegnali się z poważną piłką.

 

Rozmawiałem kiedyś z Mariuszem Mońskim — specjalistą od piłki nożnej w Beneluksie. Opowiedział mi, że w Holandii powszechne są dni otwarte klubów piłkarskich, podczas których młodzi chłopcy mogą starać się o angaż w akademiach. Twoim zdaniem mogłoby to zostać z powodzeniem odwzorowane w Polsce?

Ten mechanizm w Holandii się sprawdza. Kluby niejednokrotnie wyławiają perełki. W taki sposób do Feyenoordu trafił kiedyś Euzebiusz Smolarek. Uważam, że miałoby to sens w Polsce, ale musiałoby uzyskać wsparcie mediów. Mamy niestety coś takiego we krwi, że lubimy wyśmiewać pewne inicjatywy albo widzimy szklankę do połowy pustą. Jeśli kluby Ekstraklasy i media podeszłyby to tematu z pełnym zaangażowaniem i dobrą wolą, to mogłoby wyjść z tego naprawdę coś ciekawego i owocnego.

 

 

Na koniec zapytam o Jerzego Dudka, który przez lata współpracował z Twoim tatą. Jak zapamiętała naszego bramkarza Holandia?

Jerzy Dudek wciąż jest bardzo szanowany w Holandii. Oczywiście szczególnie w Rotterdamie. Kibice pamiętają jego świetne występy. W końcu został wybrany najlepszym piłkarzem całej ligi, jako jedyny bramkarz w historii Eredivisie. Podobnie Jurek jest traktowany w Madrycie. W Polsce sporo żartowano z jego pobytu w stolicy Hiszpanii, ale przecież był drugim bramkarzem w europejskim hegemonie. To był naprawdę sukces. Jurek wiedział, na co się decyduję, wybierając Real. Po zakończeniu swojej przygody z Królewskimi były oferty m.in. z USA, gdzie miał łączyć grę w piłkę nożną ze studiami. Ostatecznie wybrał inną drogę. Na pewno kibice w Polsce mogą być dumni z przebiegu jego kariery.

Dziękuję Ci za rozmowę.

Ja również dziękuję i pozdrawiam czytelników.

 

Z Janem de Zeeuwem Juniorem rozmawiał Paweł Dzik

 

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA NASZEGO FANPAGE’A NA FACEBOOKU I ŚLEDZENIA NASZEGO KONTA NA TWITTERZE!

 

Dodaj komentarz