W ostatnim czasie opinią publiczną wstrząsnęła informacja o tym, że Cristiano Ronaldo został oskarżony o gwałt. Na gwiazdora Juventusu i reprezentacji Portugalii wylała się cała fala pomyj i rozpoczęła się ogólnoświatowa nagonka.

Mówiąc zupełnie szczerze, gdy ta informacja po raz pierwszy dotarła do mojej świadomości, to skwitowałem ją pustym śmiechem. Ot, kolejny tabloid, który na marce CR7 chce się dorobić fejmu. Sprawa zatacza jednak coraz szersze kręgi, więc pierwotna drwina powoli przeradza się w trwogę. Wynika ona z ogólnospołecznego odbioru całego problemu. Człowiek, który jeszcze do niedawna był bogiem, ikoną, niekwestionowaną gwiazdą stał się w jednej chwili obiektem skomasowanych ataków i brutalnego hejtu. Gwałt jest okrutne przestępstwo i każdy, kto się go dopuścił, powinien ponieść zasłużoną karę. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Owa wina nie została jeszcze udowodniona, a reprezentant Portugalii został już w oczach dużej części świata pozbawiony godności i ustawiony w jednym szeregu z największymi bandziorami, jacy chodzą po tej planecie.

Nigdy nie byłem wielkim fanem kunsztu Cristiano Ronaldo. Traktowałem go jako jednego z wielu, którym Pan Bóg dał niezwykły talent do gry w piłkę. Tak samo daleki jestem od obrony Portugalczyka. Kieruję się w tej sprawie tylko i wyłącznie zdrowym rozsądkiem. Istnieje coś takiego jak domniemanie niewinności. Ludzie w swojej prostocie i naiwności bardzo szybko potrafią wyrobić sobie opinię na dany temat. Działanie zero-jedynkowe. Jest oskarżenie, to znaczy, że jest wina. Błąd. Olbrzymi błąd. Wystarczy, że wspomnę historię, którą kilka miesięcy temu żyła cała Polska. Niewinny chłopak spędził 18 lat w zakładzie karnym. Wszystko było wynikiem błędnej oceny i manipulacji. Nikt ani nic nie przywróci temu mężczyźnie czasu spędzonego w odosobnieniu, za kratkami, z łatką gwałciciela/pedofila/mordercy. Żadne odszkodowanie. Żadne przeprosiny.

Dowody przedstawione w sprawie Cristiano Ronaldo przez niemiecki tygodnik są, mówiąc delikatnie, mało przekonujące. Przedstawione zostały pewne dokumenty, zdjęcia, ale w żadnym stopniu nie udowadniają one winy. Nawet obdukcja przeprowadzona tuż po rzekomym przestępstwie nie wskazuje bezpośrednio na to, by kobiecie została wyrządzona krzywda. Pozostają zeznania. Impas. Słowo przeciwko słowu. Wersja oskarżającej versus wersja oskarżanego. Komu wierzyć skoro nie było świadków tego zdarzenia?

Świat celebrytów raz po raz targany jest mniejszymi lub większymi zdarzeniami patologicznymi. Ogromna popularność rodzi zawsze większych rozmiarów skandale. Nie inaczej jest z futbolistami. Oni też potrafią być zepsuci do szpiku kości. Trzeba mieć jednak na względzie fakt, że tam, gdzie pojawiają się obrzydliwie bogaci piłkarze, tam również można spotkać ludzi, których moralność jest co najmniej wątpliwa. Nie ma zatem pewności, że działanie kobiety oskarżającej CR7 nie było przemyślaną i uknutą z pełną świadomością intrygą, by nieco dorobić. Swoisty skok na kasę. Portugalczyk przyznaje, że kilka lat temu zapłacił tej kobiecie. Nie można jednak jednoznacznie stwierdzić czy było to zadośćuczynienie za wyrządzoną krzywdę, cena, jaką musiał Portugalczyk zapłacić za brak szumu medialnego wokół swojej osoby i swojego pracodawcy czy uregulowanie rachunku za szeroko rozumiane towarzystwo? Jak donoszą różne źródła, oskarżająca kobieta w okresie, w którym miało dojść do gwałtu, pracowała w klubie w Vegas, w którym feralnego dnia na imprezie był również Ronaldo. Jednym z jej zadań było, tutaj cytat “zabawianie gości”. Przyznacie, że to stwierdzenie rodzi spore pole do interpretacji?

Nie trafiają do mnie argumenty, że Cristiano Ronaldo ma skłonności do dziwnych zachowań i różnego rodzaju wynaturzeń, bo matką jego dzieci jest surogatka. Owszem, nie jest to codzienne zjawisko, ale to się zdarza i nie powinno być w żaden sposób traktowane jako argument na potwierdzenie zaburzeń psychicznych. Przypomnę, że Portugalczyk przez wiele lat związany był z modelką, która przez obsesję doskonałości swojego ciała wcale nie musiała być zwolenniczką ciąży. Kolejny przykład szufladkowania. Wyciągamy pochopne wnioski bez wchodzenia w szczegóły. Brak odcieni szarości. Działanie wbrew powszechnej opinii i utartym kanonom jest postrzegane jako wypaczenie i deformacja.

Powtarzam jeszcze raz, nie staram się bronić gwiazdora Juventusu. Daleki jestem od jednoznacznej oceny tego, co wydarzyło się dziewięć lat temu w Las Vegas. O tym, czy pod maską genialnego piłkarza kryje się zwyrodnialec, zadecyduje sąd. W momencie, gdy wina zostanie udowodniona, będę oczekiwał jak najsurowszej kary, bez względu na zasługi, status społeczny czy nazwisko oskarżonego. Na razie, nie ma jednoznacznych dowodów w sprawie. Wszystko to poszlaki oraz domysły. Niezwykle ciężko przewidzieć finał całej historii. Oczywiście, każdy ma prawo do opinii. Bądźmy jednak w swoich ocenach niezwykle roztropni i pragmatyczni. Fałszywe oskarżenia to ciężkie i bolesne doświadczenie, które również niesie ze sobą dotkliwe konsekwencje. Kariera, reputacja, rodzina, dobre imię. Wszystko, na co pracowaliśmy przez całe życie, może w jednej chwili pęknąć niczym mydlana bańka pod naporem oszczerstw, zarzutów i insynuacji społecznych. Kto z nas chciałby toczyć taki nierówny pojedynek? Nie sądźmy, abyśmy nie byli sądzeni…

 

zdjęcie wyróżniające: independent.co.uk

 

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA NASZEGO FANPAGE’A NA FACEBOOKU I ŚLEDZENIA NASZEGO KONTA NA TWITTERZE!

 

Dodaj komentarz