Nieuznana bramka Marko Devicia w meczu Anglia – Ukraina na Euro 2012. Szereg fatalnych decyzji w spotkaniu Real – Bayern w ćwierćfinale Ligi Mistrzów w kwietniu 2017 roku. Do panteonu “baboli” Viktora Kassaia dołącza kolejna perełka. Węgierski arbiter podyktował rzut karny – widmo we wczorajszym spotkaniu Manchester City – Szachtar Donieck.

Liga Mistrzów to rozgrywki w których, przynajmniej z zasady, występują najlepsze europejskie drużyny. Można zatem oczekiwać, że sędziowie również będą prezentować najwyższy możliwy poziom. Niestety tej tezie, ubiegłego wieczora, kompletnie zaprzeczył Viktor Kassai, popełniając błąd, który prawdopodobnie nie zdarza się nawet w lidze podwórkowej.

Była 23 minuta starcia na Etihad Stadium. W pole karne Szachtara wpadł z piłką Raheem Sterling. W pewnym momencie Anglik upadł na murawę. Nie był to jednak wynik kontaktu z rywalem, tylko niezwykle widowiskowego uderzenia czubkiem buta o murawę. Ku powszechnemu zdziwieniu sędzia po tym zagraniu wskazał na punkt oddalony o jedenaście metrów od bramki strzeżonej przez Andrija Piatowa. Stały fragment gry pewnie wykorzystał Gabriel Jesus.

Nie będę w tym miejscu rozdzierał szat nad tym, jak został skrzywdzony zespół z Ukrainy, ponieważ w mojej subiektywnej opinii, Manchester City to drużyna zdecydowanie lepsza niż Szachtar w wymiarze czysto sportowym i jest w stanie rozstrzygnąć taki pojedynek na swoją korzyść bez pomocy sędziów. Nie można jednak przejść obojętnie wobec samego faktu popełnienia tak kardynalnego błędu. Nie może być przyzwolenia na tak frywolne zachowania ze strony arbitra w momencie, gdy wszyscy na stadionie nie widzieli podstaw do podyktowania rzutu karnego. Wszyscy poza zespołem sędziowskim. Swoją drogą, gdzie w tej sytuacji byli asystenci? Dlaczego nikt nie zareagował? Jaki jest sens wprowadzania dodatkowych arbitrów za bramkami, skoro są oni kompletnie bezproduktywni? Pytania bez odpowiedzi. Nawet w transmisji telewizyjnej, gdzie skrót kamery w pierwszej chwili potrafi być mylący, ciężko było doszukać się przewinienia. Obrońca Szachtara, który podążał za Steringiem, w pewnym momencie nawet zwolnił, by uniknąć jakiegokolwiek kontaktu. Co zatem kierowało Węgrem, by odgwizdać faul? Kolejne pytanie bez odpowiedzi.

Cała sytuacja ma swoje drugie dno, które poruszyło opinię publiczną. Dlaczego sam zainteresowany nie zwrócił arbitrowi uwagi, że w tym starciu nie doszło do żadnego przewinienia? Odpowiedź wydaje się banalnie prosta, mimo iż nie wpisuje się w kanony postawy Fair Play. Anglik w tej konkretnej sytuacji miał na względzie tylko i wyłącznie dobro drużyny i podwojenie prowadzenia, a nie uczciwość i szlachetność, która przyniosłaby mu chwilowy społeczny splendor i poklask. Sędzia wykazał się nadzwyczajną szczodrością i podarował Manchesterowi okazały upominek. Stara prawda mówi, że prezentów nie powinno się oddawać, więc Sterling też nie zamierzał tego robić, mimo że naraził się tym na chwilowy atak zdegustowanych kibiców.

Zachowanie piłkarza, choć mogło być inne, w żadnym stopniu nie powinno przesłaniać fatalnej postawy rozjemców tego starcia. Nie będzie dużej przesady w stwierdzeniu, że ten błąd to jedna z najbardziej absurdalnych decyzji w historii Ligi Mistrzów. Problem polega na tym, że to nie pierwszy tak kompromitujący występ węgierskiego sędziego. Można się spodziewać, że UEFA nie przejdzie obojętnie wobec kolejnego tak kardynalnego uchybienia i Viktor Kassai odpocznie dłuższy czas od spotkań najwyższego szczebla. Pewne jest również to, że na nowo rozgorzeje dyskusja nad natychmiastowym wprowadzeniem systemu VAR do Champions League. Oglądając jednak takie sytuacje przestaję mieć jakiekolwiek wątpliwości czy wsparcie technologiczne jest potrzebne. Nie chcę kabaretu. Chcę uczciwej, sportowej rywalizacji.

 

źródło zdjęcia: 24.hu

 

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA NASZEGO FANPAGE’A NA FACEBOOKU I ŚLEDZENIA NASZEGO KONTA NA TWITTERZE!

 

Dodaj komentarz