Po dwutygodniowej przerwie i emocjach (niekoniecznie pozytywnych) związanych z występami Reprezentacji, do gry wraca najlepsza liga świata, czyli Lotto Ekstraklasa. Przez ten krótki czas w Polsce wyraźnie zmieniły się warunki atmosferyczne, pogoda zaczęła w końcu być adekwatna do pory roku, przez co pierwsza kolejka rundy rewanżowej (czyli de facto – wiosennej najprawdopodobniej będzie się odbywać w warunkach dalekich od wymarzonych dla większości piłkarzy. Pięć nadchodzących kolejek, które zostaną rozegrane jeszcze w tym roku, to jednak idealny moment na podreperowanie swojego dorobku punktowego. Kto najszybciej musi zabrać się do pracy, a komu należą się największe pochwały za pierwszą połowę sezonu?

Wzorowi uczniowie

– Lechia Gdańsk (1 miejsce, 31 punktów)
Gdańszczanie to idealny przykład drużyny, która co roku planuje walkę o czołowe pozycje, jednak od dłuższego czasu na zapowiedziach się kończy. W tym roku może być jednak inaczej, głównie za sprawą jednej osoby. Na początku rundy jesiennej rozbity po poprzednim sezonie zespół przejął Piotr Stokowiec, przez wielu uważany za jednego z najlepszych obecnie polskich trenerów. Były piłkarz Polonii Warszawa po raz kolejny udowadnia, że te opinie nie są przesadzone. Lechia nie dokonała wielkich transferów, zamiast tego ważnymi postaciami drużyny stali się młodzi wychowankowie klubu. Stokowiec doskonale poukładał zespół, a na boisku wykreował się lider w postaci bramkostrzelnego Flavio Paixao, którego dzielnie wspomaga m.in. Lukas Haraslin, którego niektórzy uważają za najlepszego skrzydłowego ligi. Siła ofensywna ma swoje odzwierciedlenie w obronie, dość powiedzieć, że po 15 kolejkach to właśnie Lechia razem z Koroną Kielce mają najmniej straconych bramek (15). Wydaje się więc, że drużyna znad morza ma wszystko, aby w tym roku bić się o najwyższe laury.

– Wisła Kraków (4 miejsce, 25 punktów)
Pod Wawelem wciąż z nostalgią wraca się myślami do czasów z początku XXI wieku, gdy „Biała Gwiazda” rozdawała karty w polskiej piłce. Paradoksalnie, w tym sezonie nic nie wskazywało na to, aby Wisła miała się wyrwać ze środka tabeli. Przed sezonem z Krakowa do Warszawy przeniósł się Carlitos, a jego miejsce w ataku zajął nieśmiertelny Paweł Brożek. Brak największej gwiazdy wpłynął jednak pozytywnie na całą drużynę, Wisła zaczęła grać zespołową, miłą dla oka piłkę. Wyróżniającymi się postaciami są Martin Kostal i Jesus Imaz, ale trudno nie odnieść wrażenia, że w Wiśle każdy zawodnik jest tak samo ważny. Dowód dostaliśmy w ostatniej kolejce, gdy decydującą o zwycięstwie bramkę w doliczonym czasie gry zdobył nie kto inny, jak wspomniany Brożek, traktowany przez kibiców w Polsce z coraz większym przymrużeniem oka. Wiele wskazuje więc na to, że „Biała Gwiazda” w tym roku może odzyskać dawny blask.

– Piast Gliwice (5 miejsce, 25 punktów)
Waldemar Fornalik po raz kolejny pokazuje, że świetnie odnajduje się w polskiej Ekstraklasie. Tym razem swój warsztat trenerski prezentuje kibicom w Gliwicach, i biorąc pod uwagę piłkarzy, jakich ma do dyspozycji, można śmiało stwierdzić, że wyciska z tej drużyny absolutnie 100% możliwości. Świetne wyniki na własnym stadionie (5 zwycięstw w 7 meczach) plus odważny, ofensywny styl gry sprawiają, że kibicom Piasta przypominają się wydarzenia z sezonu 2015/2016, gdy Gliwiczanie zdobyli wicemistrzostwo Polski. Czy w tym sezonie jest możliwa powtórka z rozrywki? Ekstraklasa jest nieprzewidywalną ligą, i jeśli Piast dalej będzie tak punktować w meczach u siebie, to naprawdę mogą skończyć sezon w ścisłym czubie tabeli.

– Korona Kielce (6 miejsce, 25 punktów)
Przed początkiem każdego sezonu mówi się w Polsce o wielu rzeczach, ale jedna teoria jest powtarzana już od kilku sezonów. Wymienianie Korony jako głównego kandydata do spadku staje się jednak coraz bardziej niedorzeczne, nawet jeżeli są ku temu poważne przesłanki. Latem z Kielc wyjechało mnóstwo piłkarzy, w tym Ci stanowiący trzon drużyny w poprzednim sezonie (Cvijanović, Kaczarawa). Trener Gino Lettieri musiał budować zespół praktycznie od nowa, przy czym ten proces tak naprawdę wciąż trwa, ponieważ niektórzy z obecnych piłkarzy Korony przyjechało do Kielc zaledwie kilka tygodni temu. Pomimo tego Koroniarze nic sobie nie robią z opinii ekspertów i raz po raz ucierają nosa wyżej notowanym rywalom. Szatnia Korony jest miejscem, w którym każdy zawodnik czuje się jak w domu, i to przekłada się na wyniki. Cieniem na postawę Kielczan rzuca się jedynie porażka z trzecioligową Wisłą Sandomierz w Pucharze Polski.

– Pogoń Szczecin (7 miejsce, 22 punkty)
Po dłuższym zastanowieniu do grona wzorowych uczniów dodajemy „Portowców”, ponieważ w tej chwili według wielu ekspertów i kibiców to właśnie Pogoń gra najlepszą piłkę w lidze, a wyborną dyspozycje klubu potwierdziła wygrana z Legią w ostatniej kolejce, oraz powołania do Reprezentacji Polski dla Huberta Matynii i Adama Buksy. Nie można jednak zapominać o tym, że Pogoń przez pierwsze 8 kolejek nie wygrała ani jednego spotkania, a tak długa passa mocno rzutuje na ostatecznej ocenie. Niemniej jednak, z ogromnym zainteresowaniem będziemy przypatrywać się „Portowcom” w kolejnych meczach.

Poprawkowicze

– Legia Warszawa (3 miejsce, 26 punktów)
Być może 3 miejsce ze stratą pięciu punktów do lidera to nie jest najgorsza pozycja do ataku, ale powiedzmy sobie szczerze: w tej lidze Legię interesuje tylko tytuł mistrzowski, i każdy inny wynik będzie dla fanów stołecznej drużyny nie do przyjęcia. Po koszmarze w Europejskich Pucharach i kiepskim początku rozgrywek w Ekstraklasie, drużynę przejął Ricardo Sa Pinto. Na chwilę obecną wydaje się, że Portugalczyk znalazł sposób na dotarcie do piłkarzy, przez co gra i wyniki Legii uległy znacznej poprawie, co nie zmienia faktu, że wszyscy w Warszawie wciąż oczekują o wiele więcej.

– Lech Poznań (8 miejsce, 21 punktów)
Największe rozczarowanie pierwszej połowy sezonu. Mocny kadrowo zespół z charyzmatycznym Ivanem Djurdjeviciem w roli trenera, miał w tym roku stanowić realne zagrożenie dla Legii w walce o mistrzostwo, tymczasem w tej chwili „Kolejorz” ledwie mieści się w pierwszej ósemce. Szybko okazało się, że pomimo ogromnych zasług dla Lecha, Djurdjevic nie jest na chwilę obecną odpowiednim materiałem na szkoleniowca zespołu z takimi ambicjami jak Lech. Bez formy są zawodnicy, którzy mieli być liderami drużyny, tacy jak Darko Jevtić czy Christian Gytkjaer, a próby wprowadzania młodzieży do pierwszego składu również nie przynoszą oczekiwanych efektów. W tej chwili zarząd klubu szybko próbuje zatrudnić uznanego trenera, najgłośniej mówi się o Adamie Nawałce, trudno jednak nie odnieść wrażenia, że cały proces powinien odbywać się znacznie szybciej, ponieważ w środku sezonu funkcje pierwszego trenera cały czas pełni Dariusz Żuraw, ale jak długo utrzyma się na tym stanowisku, nie wie nawet on sam.

– Śląsk Wrocław (12 miejsce, 16 punktów)
Drużyna, która w teorii powinna znajdować się w ścisłej czołówce tabeli, w kolejnym sezonie zawodzi oczekiwania kibiców i musi walczyć o miejsce premiowane awansem do grupy mistrzowskiej. Najważniejszymi postaciami zespołu są nieśmiertelni Piotr Celeban i Marcin Robak, ale nawet im zdarzają się słabsze mecze. Największym problemem Wrocławian jest brak stabilizacji. Zespół, który jedzie do Legnicy i wygrywa pięcioma bramkami, tydzień później przegrywa 0:3 z grającą większość czasu w osłabieniu Wisłą Płock. Pojedyncze przebłyski zawodników takich jak Pich czy Chrapek to za mało, aby zadowolić wygórowane ambicje kibiców na Dolnym Śląsku.

– Górnik Zabrze (14 miejsce, 13 punktów)
Trener Marcin Brosz wyznaczył w Zabrzu drogę, którą powinien podążać każdy klub w Polsce. W zeszłym sezonie okazało się, że drużyna złożona z młodych, wychowanych w regionie Polaków, wspartych przez kilku doświadczonych graczy jak Suarez czy Angulo, jest w stanie wałczyć jak równy z równym z najbogatszymi zespołami w lidze. Przed początkiem tego sezonu Brosz postanowił nie zmieniać swojej koncepcji, ale w wyniku odejścia kilku najważniejszych zawodników (Kurzawa, Kądzior, Wieteska) wyszła potrzeba wprowadzenia do składu kolejnych młodych piłkarzy. Niestety, jak dotąd nie są oni w stanie dorównać osiągnięciom swoich kolegów z poprzedniego sezonu, a tacy zawodnicy jak Żurkowski czy Angulo, którzy mieli brać ciężar gry na siebie, również nie prezentują najwyższej dyspozycji. W efekcie Górnik obecnie znajduje się tuż nad strefą spadkową, a strata do pierwszej ósemki wynosi już 8 punktów. Ciężko nie kibicować Zabrzanom, ale w tym roku młoda armia Brosza płaci za brak doświadczenia wyjątkowo wysokie frycowe.

Średniacy

Tak można nazwać pozostałe drużyny, i to pomimo tego, że w pewnych przypadkach znajdują się obecnie na dwóch przeciwległych biegunach. Dlaczego więc porównujemy Jagiellonię Białystok do beniaminków z Legnicy i Sosnowca? Łączy ich jedno: przewidywalność. Jagiellonia to od kilku ładnych lat ścisła czołówka Ekstraklasy, w tym roku zapewne również do końca będzie się liczyć w walce o mistrzostwo, ale w tej chwili drużyna z Podlasia jest na pozycji, którą dobrze zna: trzyma się w czołówce, ale nie jest w stanie odjechać rywalom. Czy w tym sezonie Jagiellonia wreszcie rozegra ten wyścig na swoją korzyść? W Białymstoku mają wszystko co potrzebne, aby tak się stało.

Strefę spadkową okupują dwaj beniaminkowie rozgrywek, co nie powinno być zbyt dużym zaskoczeniem, bo zarówno Miedź Legnica jak i Zagłębie Sosnowiec mają ogromne problemy przede wszystkim z grą w defensywie. Ze średnią ponad dwóch goli traconych na mecz ciężko jest myśleć o walce o wyższe cele. Przy aktualnych niewielkich różnicach w tabeli, wystarczy mała seria punktów, aby wydostać się ze strefy spadkowej, dlatego obydwu drużyn absolutnie nie wolno lekceważyć.

Arka Gdynia, Zagłębie Lubin, Wisła Płock, Cracovia Kraków… co łączy te drużyny? Wszystkie znajdują się aktualnie w dolnej ósemce Ekstraklasy, i według większości ekspertów środek tabeli to maksymalny pułap, jaki mogą osiągnąć (wyjątkiem jest Michał Probierz, ale nawet on odrzucił już marzenia o walce o mistrzostwo z Cracovią). Obiektywnie oceniając wszystkie sportowe aspekty wymienionych drużyn, ciężko oczekiwać, aby którakolwiek z nich mogła w tym sezonie namieszać w czołówce tabeli. Wszyscy wiemy jednak, jak nieprzewidywalna jest polska piłka, dlatego nikogo specjalnie nie zdziwi, gdy późną wiosną będziemy wymieniać Zagłębie lub Arkę jako kandydatów do gry w pucharach. Za coś przecież kochamy tą ligę, i raczej nie chodzi tutaj o poziom prezentowanych w niej umiejętności.

Po pierwszej połowie sezonu zasadniczego w Lotto Ekstraklasie wciąż mamy wiele niewiadomych, których rozstrzygnięcia nie sposób przewidzieć. Miejmy nadzieje, że w drugiej połowie sezonu wyklarują się zespoły, o których przeciętny kibic będzie mógł mówić jak o godnych kandydatach do walki o podium i reprezentowania Polski w Europie, ale też takie, z którymi bez żalu się pożegna, gdy przyjdzie im spaść do pierwszej ligi. Wszystko w ramach rozwoju polskiej klubowej piłki nożnej.

 

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA NASZEGO FANPAGE’A NA FACEBOOKU I ŚLEDZENIA NASZEGO KONTA NA TWITTERZE!

 

Dodaj komentarz