Mnóstwo fanów na całym świecie spodziewało się wielkiej piłkarskiej uczty. W wymiarze sportowym. Po raz pierwszy w historii Copa Libertadores, w finale spotkały się Boca Juniors i River Plate. Zamiast delektować się maestrią piłkarzy i niepowtarzalną atmosferą na trybunach mamy potężny skandal.

O niechęci między kibicami dwóch klubów z Buenos Aires krążą legendy. Wspominali o tym między innymi Carlos Tevez i Javier Mascherano. Dla argentyńskich kibiców nie ma rzeczy ważniejszej niż Superclasico i te spotkania od zawsze generują ogromne pokłady złych emocji. Mityczny jest też stosunek fanów z Ameryki Południowej do futbolu. To dla nich niemal religia. Wystarczy przytoczyć sytuację sprzed kilku dni, kiedy na ostatnim treningu Boca Juniors pojawił się cały stadion zagorzałych fanów, a kolejne tysiące czekały przed stadionem. Wszyscy chcieli dodatkowo zmotywować swoich ulubieńców przed jednym z najważniejszych starć w historii ich klubu.

Po raz pierwszy, w finale Copa Libertadores (europejski odpowiednik Ligi Mistrzów) o końcowy triumf miały powalczyć dwa kluby z Argentyny. Mało tego, z jednego miasta. Derby Buenos Aires. Boca Juniors vs River Plate. W pierwszym spotkaniu padł wynik 2:2, co dodatkowo podgrzewało rozpaloną do granic wytrzymałości atmosferę przed rewanżem. Tych monstrualnych pokładów adrenaliny nie wytrzymali kibice z czerwono – białej części Buenos. Obrzucili oni zmierzający w kierunku El Monumental autokar z piłkarzami Boca. W ruch poszło wszystko, co było pod ręką: kamienie, zapalniczki, serpentyny i cała masa innych przedmiotów. Według świadków policja użyła gazu pieprzowego, który dostał się również do środka zdemolowanego autokaru i spowodował liczne problemy zdrowotne wśród podopiecznych Rodolfo Arruabarreny. Kapitan Boca trafił do szpitala z ranami ciętymi i kawałkami szkła w oku. Wielu jego kolegów miało nudności i inne objawy, które zdecydowanie świadczyły o tym, że nie są oni zdolni do gry. Decyzja mogła być tylko jedna – przełożenie spotkania. CONMEBOL (południowoamerykańska konfederacja piłki nożnej) miała inne zdanie w tej kwestii i za wszelką cenę próbowała doprowadzić do sytuacji, by pojedynek się jednak odbył. Spirala groteskowości się zapętlała. Do akcji wkroczył sam przewodniczący FIFA, Gianni Infantino, który zagroził, że jeżeli piłkarze Boca nie rozegrają spotkania dzisiaj, mogą się liczyć z surowymi konsekwencjami. Skandal! Komisja lekarska orzekła, że urazy są powierzchowne i nie ma przesłanek do tego, by spotkanie zostało przełożone. Kuriozum! Najwięcej rozsądku w całej tej farsie zachowali działacze River Plate, którzy stanęli po stronie Boca Juniors i zaapelowali o przełożenie spotkania. Nie mogło one zostać rozegrane w takich okolicznościach i takiej atmosferze. Logika wzięła górę nad materializmem.

W całej tej, jakby nie patrzeć, tragicznej historii (bo ucierpieli ludzie), zastanawiające są trzy rzeczy.
Po pierwsze – kwestia organizacji przejazdu? Tutaj nie powinno być pytania, “kto?” tylko “jak szybko?” poniesie konsekwencję za to amatorstwo. Inaczej się tego nie da nazwać. Mecz podwyższonego ryzyka, a autokar Boca jedzie w tłum rozjuszonych kibiców River w asyście kilku motorów, a kordon ochronny stanowi zaledwie garstka policjantów. To jest niepojęte! Katastrofa! Organizacyjny strzał w kolano!

Po drugie – jak cienka jest granica pomiędzy fanatyzmem, a bandytyzmem? Miłośnicy futbolu w Ameryce Południowej potrafią tworzyć niezapomniane spektakle na trybunach. O ich żarliwym przywiązaniu do barw klubowych krążą legendy. Jednak w całym tym radykalizmie nie można zapominać, że to tylko (może aż?) sport. Rozrywka, którą tworzą ludzie dla ludzi. W żadnym wypadku nie może to być zalążek dla zachowań, które przy mniejszym lub większym zbiegu okoliczności są w stanie doprowadzić do tragedii. Zachowanie kibiców River Plate wyszło poza wszelkie granice przyzwoitości. Fanatyzm wskrzesił wśród ludzi zwierzęce instynkty. Bandytyzm. Degeneracja. Nie da się tego inaczej opisać. A nade wszystko nie może być na to przyzwolenia w przyszłości.

I po trzecie – dokąd zmierza współczesny futbol? Już dawno utraciłem nadzieję, że piłka nożna to tylko i wyłącznie sportowa rywalizacja. To niestety biznes, w którym coraz większą rolę odgrywają pieniądze. Kontrakty reklamowe, organizacja dnia meczowego, prawa telewizyjne. Wszystkim rządzi mamona. Bożek ówczesnych czasów, od którego ludzie tracą zdrowy rozsądek. Gdzie w tym wszystkim miejsce na człowieczeństwo? Zwykły odruch współczucia i empatii? Jak można za wszelką cenę dążyć do rozegrania meczu, wiedząc, że chwilę wcześniej piłkarze byli ofiarami traumatycznego ataku? Tylko po to, by zgadzała się liczba zer na koncie. Zatrzymajmy tę spiralę konsumpcjonizmu zanim będzie za późno…

 

źródło zdjęcia: gr.euronews.com

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA NASZEGO FANPAGE’A NA FACEBOOKU I ŚLEDZENIA NASZEGO KONTA NA TWITTERZE!

 

Dodaj komentarz