Przed Wami rozmowa nie tylko o bieganiu. Małgorzata Pazda-Pozorska, jak sama mówi, nie byłaby dziś biegaczką ultramaratonów, gdyby nie najcięższe z możliwych próby w jej życiu. Ta rozmowa jest przede wszystkim o przełamywaniu barier, spełnianiu marzeń i docenianiu każdej sekundy życia.

 

Paweł Dzik: Jak to się stało, że zaczęłaś biegać?

Małgorzata Pazda-Pozorska: Moje bieganie ma swoje korzenie w 2008 roku. Przeżyłam wtedy śmierć kliniczną. To wydarzenie zupełnie przewartościowało moje życie. Postanowiłam spełniać swoje marzenia. Nauczyłam się kitesurfingu, jazdy konnej, dużo jeździłam na rolkach. Zrozumiałam, że odkładanie marzeń na jutro nie ma sensu. Zaczęłam doceniać każdą chwilę. Dostałam od losu nowe życie, dlatego też postanowiłam zostawić coś po sobie na tym świecie. Stąd decyzja o zostaniu mamą. Mijały kolejne lata, a ja szukałam nowych wyzwań. W październiku 2013 roku obejrzałam w telewizji reklamę obuwia sportowego. Trafiła ona do mnie, jej przekaz był taki, że każdy może biegać. Tak to się wszystko zaczęło. Na trasie zadebiutowałam 11 listopada 2013 roku w Biegu Niepodległości w Gdyni. Dystans dziesięciu kilometrów przebiegłam w czasie 49:07. Pamiętam, że na mecie powiedziałam znajomym, że kiedyś też stanę na podium. Rozbawiłam ich tym, bo wszyscy dobrze widzieli, ile wtedy brakowało mi do tego. A ja ciężko trenowałam i to marzenie mam już zrealizowane, w gablotce stoi puchar. Z czasem zaczęłam realizować kolejne cele. Przebiegłam swój pierwszy maraton. Ukończyłam też Spartathlon, czyli bieg na dystansie dwustu czterdziestu sześciu kilometrów. W grudniu 2015 roku doznałam licznych obrażeń i urazów w wyniku upadku z młodego konia. Drugi raz udało mi się przetrwać próbę losu. Jeszcze bardziej scementowało to moje postanowienie, że należy cieszyć się każdą chwilą, spełniać swoje marzenia i starać się żyć szczęśliwie. Bieganie jest jedną z dróg, aby to wszystko osiągnąć. Postanowiłam zrealizować sześć marzeń związanych ze sportem. Za mną już wspomniane 10km, przebiegnięcie maratonu poniżej trzech godzin, ukończenie Spartathlonu i dostanie się do kadry narodowej przez zdobycie Mistrzostwa Polski na dystansie stu kilometrów. Pozostały jeszcze tylko dwa. Bieg Ultra-Trail du Mont-Blanc, do którego już zrobiłam kwalifikacje i ostatnie szóste… które na razie pozostawiam w tajemnicy, żeby później lepiej „smakowało” :).

 

 

Dziesiątego listopada zdobyłaś Mistrzostwo Polski na dystansie stu kilometrów, ustanowiłaś też rekord kraju. Skąd ten fenomen? Jak wyglądał Twój proces adaptacji z tak długimi dystansami?

Dwa tygodnie po przebiegnięciu maratonu w Chicago, praktycznie bez przygotowania wzięłam udział w kwalifikacjach do Spartathlonu. Czyli w 2016 roku przebiegłam swoje pierwsze 100 kilometrów, wygrywając bieg w Kaliszu. Dystans rósł, a ja wciąż czułam się dobrze. Kończyłam biegi zadowolona ze swoich rezultatów.

 

Mieszkasz w pobliżu Słupska, blisko morza. Powszechnie twierdzi się, że najbardziej owocne są treningi biegowe w górach. Ja Ty radzisz sobie w zawodach z trasami poprowadzonymi po wzniesieniach?

To prawda, że bieganie po górach wzmacnia organizm. Jest też po prostu przyjemne. Biegnąc po trasie, można jednocześnie podziwiać malownicze widoki. Bardzo lubię takie warunki. Obecnie przygotowuję się do przyszłorocznego biegu Ultra-Trail du Mont-Blanc. Prawie sto siedemdziesiąt kilometrów po górach we Francji, Szwajcarii i Włoszech. Zawody są w sierpniu, start we francuskim Chamonix-Mont-Blanc. Już same kwalifikacje były bardzo wymagające. Prawo startu w zawodach nabywa się dopiero po wywalczeniu piętnastu punktów ITRA w biegach górskich. Ja zdobyłam je, startując w: Niepokornym Mnichu na dystansie stu kilometrów, UltraTrailMałopolska w Kasince Małej — biegu na sto dziesięć kilometrów i Łemkowynie z metą w Komańczy — na trasie stu pięćdziesięciu kilometrów. Kompletnie nie sprawiły mi te biegi trudności i w każdym z nich stałam na podium. Stwierdzam, że nie ma wpływu na nic to, gdzie mieszkam.

 

Wiem, że jesteś morsem. Jak morsowanie wpływa na Twoją formę?

Morsowanie jest świetnym sposobem na regenerację organizmu po wysiłku. Kontakt z zimną wodą wzmacnia też odporność, zahartowuje. Ja morsuję od 2014 roku. Prócz wspomnianych zalet dla zdrowia, ważne dla mnie jest to, że spędzam czas z pozytywnie zakręconymi osobami. Prócz ciała regeneruje się też umysł.

 

Przejdźmy do Twojej koronnej dyscypliny. Jaka jest najlepsza nawierzchnia pod biegi długodystansowe?

Jak już wspomniałam, uwielbiam biegać po górach. Biegi przełajowe mają swój urok. Nie wszystkie zawody są jednak organizowane na trasach znajdujących się w terenie”. Na listopadowych zawodach, na których pobiłam rekord Polski, biegliśmy na obiekcie warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Większość trasy była pokryta typowym asfaltem. Trzeba radzić sobie w każdych warunkach. Ważny jest odpowiedni dobór obuwia. Mam swój ulubiony typ butów do startów, nawet kilka par właśnie tych samych. Śmieję się, że rozpoznaję już je po kolorze, które z nich będą mi pasowały do konkretnych zawodów. Zdradzę też, że mam lekkie płaskostopie i biegam w butach, które mogłyby nie odpowiadać większości biegaczy… (śmiech)

 

 

Jak wygląda komunikacja z trenerem w czasie biegu długodystansowego?

Wraz ze startem biegu mój jakikolwiek dialog z trenerem urywa się, wszystko zależy już wyłącznie ode mnie. Oczywiście dostaję od niego przed zawodami rozpisaną strategię na konkretny bieg. Założenia obejmują przede wszystkim tempo na poszczególnych etapach rywalizacji. Dobrze znam swój organizm i przyznam, że potrafię już sama w pełni modelować swój bieg na trasie. Tym bardziej muszę to robić, bo… nie lubię biegać z zegarkiem na ręce, bardzo rzadko używam go na zawodach.

 

Za sobą masz dziesiątki startów. Jakie są dla Ciebie idealne warunki do biegu długodystansowego?

Dla wielu czytelników może to być niespodzianka, ale uwielbiam biegać, gdy jest gorąco. Lubię ciepło. Nie przepadam za to za deszczową aurą. Jeśli chodzi o rywalizację, to zdecydowanie łatwiej biegnie mi się w samotności. Wolałabym zwolnić i zaatakować w odpowiednim momencie niż biec w parze z rywalką. Będę to powtarzać, uwielbiam biegać po górach, wtedy mogę podziwiać piękno natury w spokoju. Mam za sobą dość śmieszną historię związaną właśnie z malowniczymi pejzażami w tle. W czasie jednego z biegu miałam ogromną przewagę nad drugą zawodniczką. Stwierdziłam, że wykorzystam to i zrobię sobie przerwę na opalanie i selfie. Niestety wszystko skończyło się jak w bajce o żółwiu i zającu, na mecie byłam druga ze stratą dwudziestu sekund… (śmiech) Tamten bieg nauczył mnie, że do samej mety trzeba dawać z siebie maksimum.

 

Jakiego rodzaju zawody sprawiają Ci największą frajdę?

Zdecydowanie biegi dwudziestoczterogodzinne. Ich ukończenie wiąże się z ogromną satysfakcją. Na trasie zawsze chce się spać, trzeba znaleźć sposób, aby zapanować nad swoim organizmem. Walka z kryzysami to taka walka ze swoją głową, nogi odgrywają wtedy mniejszą rolę. Na tegorocznych Mistrzostwach Europy wywalczyłam brąz indywidualnie i złoto wraz z koleżankami w biegu wspólnym. Mój rekord to 240,69 kilometrów przebiegniętych w czasie dwudziestu czterech godzin.

 

Na chwilę wróćmy do maratonu. Twój rekord na tym dystansie?

W 2017 roku w Gdańsku udało mi się wykręcić 2:59:31. Jednym z moich marzeń było zejście na tym dystansie poniżej trzech godzin. Jak widzisz, jest już zrealizowane.

 

Często biegacze kojarzą nam się z osobami trzymającymi się rygorystycznych zasad żywieniowych. Jak wygląda kwestia Twojej diety w czasie roku kalendarzowego?

Pewnie Cię zaskoczę, ale nie zwracam większej uwagi na dietę i swoją wagę. W czasie roku jem wszystko, co mi smakuje. Startowanie w biegach długodystansowych nie wiąże się w moim przypadku z katowaniem organizmu wyszukanymi dietami. Jedynie na tydzień przed startem nieco zmieniam sposób żywienia. Ograniczam słodycze i smażone posiłki. Jem wtedy więcej makaronów. Kluczowe są za to posiłki spożywane już podczas zawodów. W czasie biegu dwudziestoczterogodzinnego organizm potrzebuje gigantycznej dawki energii. Na trasie jem żelki, biszkopty, brzoskwinie, winogrona, ryż, a nawet… naleśniki. Piję też wodę z elektrolitami, koniecznie ciepłą, aby organizm nie tracił energii na jej ogrzewanie oraz rosół. Używam też żeli energetycznych i soli himalajskiej. W tym momencie muszę podkreślić, że dla każdego biegacza ważny jest support — ktoś, kto to wszystko przygotuje w odpowiednim czasie i formie. Mnie wspiera mąż, który zna mnie najlepiej i mogę mu zaufać, że wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Zdarzają się też sytuacje, na które nie mamy większego wpływu. Pamiętam, że podczas startu w maratonie w Chicago… zwymiotowałam. Wszystko przez to, że jedzenie w Stanach Zjednoczonych jest mocno nafaszerowane chemią. Dodam, że maraton pomimo tej przygody jednak ukończyłam. (śmiech)

 

Jak ważna w bieganiu na tak długich dystansach jest głowa, odpowiednie przygotowanie mentalne?

Najważniejsza. Każda z zawodniczek musi znaleźć coś, co będzie ją motywowało do kolejnego kroku na trasie. Dla mnie są to wspomnienia. Opowiadałam już o tym, że w moim życiu były momenty bardzo trudne. Przekułam je między innymi w paliwo, którym napędzam się w czasie rywalizacji. Wiem, jak blisko było tego, że mogłam wszystko stracić. Nauczyłam się cieszyć z prostych rzeczy. Bieganie jest dla mnie nie tylko wyzwaniem sportowym, po prostu sprawia mi też frajdę.

Jesteś z wykształcenia fizjoterapeutką, pracujesz też w swoim zawodzie. Uważasz to za swój atut w przygotowaniach do startów?

Na pewno tak. Zdecydowanie lepiej rozumiem swój organizm, dzięki czemu staram się minimalizować ryzyko kontuzji.

 

Kogo o to zapytać, jeśli nie Ciebie. Jakie błędu popełniają najczęściej początkujący biegacze?

Niestety często jest tak, że ludzie lekceważą sygnały wysyłane przez organizm. Po to natura dała nam ból, abyśmy wiedzieli, kiedy coś powinno zacząć nas niepokoić. Zdarza się tak, że zdrowy rozsądek przegrywa z chęcią biegania. Początkujący biegacze katują swój organizm, biorą nawet leki przeciwbólowe. Nie tędy droga. Łatwo w taki sposób z prostej do wyleczenia kontuzji zrobić przewlekłe schorzenie. Błędne koło. Trzeba biegać z głową, najlepiej realizować mądry plan treningowy, a takie można znaleźć bez problemu nawet w Internecie.

 

Biegaczki długodystansowe z polskiej czołówki są po trzydziestce, zdarzają się też zawodniczki z ukończonym czterdziestym rokiem życia. Jak wiek wpływa na uprawianie Twojej dyscypliny?

Z wiekiem organizm nabiera wytrzymałości kosztem szybkości. Widzę to po sobie, biegi długodystansowe nie sprawiają mi większej trudności. Za to w rywalizacji sprinterskiej nie miałabym większych szans z biegaczkami dwudziestokilkuletnimi. Co nie oznacza, że elementem mojego treningu nie jest bieg krótkodystansowy. To niezbędna część przygotowań do startu na długich dystansach.

 

Często słyszy się, że sukcesy w lekkoatletyce są zarezerwowane dla osób o bardzo silnych charakterach. Jak Ty to widzisz?

Zdecydowanie tak. W lekkoatletyce ciężko o przynajmniej dobre rezultaty bez silnego charakteru i pełnego zaangażowania w to, co się robi. To jest sport indywidualny. Zawody i tak prędzej czy później zweryfikują przygotowanie — w tym mentalne każdego z listy startujących. Dobrze wiem, jak to wygląda w mojej dyscyplinie. Trenuję samemu, kontakt z moim trenerem mam najczęściej jedynie przez Internet. Przesyła mi plany treningowe, które ja muszę zrealizować już bez jego bezpośredniej kontroli. Nikt mnie tak naprawdę nie pilnuje. To ja musiałam w swoim wnętrzu znaleźć motywację do tego, aby trenować pięć razy w tygodniu. Wstaję o piątej rano, po bieganiu spełniam się zawodowo. Nie może mi też zabraknąć czasu dla mojej rodziny. Bez odpowiedniej motywacji i silnego charakteru podołanie temu wszystkiemu na pewno nie byłoby łatwe. Na koniec dodam jeszcze tylko to, że sportowcy w pełni zawodowi trenują po dwa razy dziennie. Profesjonalna kariera wymaga bardzo wiele wyrzeczeń. Tylko silne charaktery mogą sprostać takiemu wyzwaniu.

 

Na koniec rada od Ciebie dla każdego, kto chce dokonać czegoś przełomowego w swoim życiu, nie chodzi mi tylko o sport. Gdzie szukać motywacji?

Moim zdaniem musi ona pochodzić z wewnątrz każdego z nas, a nie z zewnątrz. Oczywiście każdy jest inny, jeśli jednak podstawą jakiegokolwiek działania w naszym życiu nie będzie silna chęć dokonania tego, to o końcowy sukces nie będzie łatwo.

 

Z Małgorzatą Pazdą-Pozorską rozmawiał Paweł Dzik

 

Zdjęcie wyróżniające: Aneta Mikulska, anetamikulska.com

 

ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA NASZEGO FANPAGE’A NA FACEBOOKU I ŚLEDZENIA NASZEGO KONTA NA TWITTERZE!

 

Dodaj komentarz