Polskie kluby zabrały już pałeczkę wielkości naszej reprezentacji. Piłka ręczna, reprezentowana przez nasze zespoły w europejskich pucharach, ma się coraz lepiej. Przeanalizujmy, co dzieje się na pucharowych arenach.

Po tym, jak nasza reprezentacja nie znalazła się w styczniu na Euro 2018 (nasza pierwsza nieobecność na wielkim turnieju od 2005 roku), większość z nas stwierdziła, że piłka ręczna w naszym kraju zmierza na dno. Kolejny powód, aby tak twierdzić, reprezentacja dała w pierwszej rundzie eliminacji mistrzostw świata 2019. Jaki? Niestety taki, że na parkietach Danii i Niemiec, Polski znów zabraknie. Całe szczęście, jak na razie, drużyny klubowe spełniają oczekiwania kibiców i ekspertów.

Elita nie taka straszna

Na początku sezonu 2018/2019, z dużym optymizmem przyjęliśmy zmianę dotyczącą Wisły Płock. Nafciarze zostali przeniesieni z trudnych 8-zespołowych grup A-B, do teoretycznie słabszych 6-zespołowych poletków C-D. Jak się okazało, była to faktycznie pozytywna modyfikacja. Wisła od dwóch lat nie potrafiła wyjść z grupy z powodu porażek z potęgami handballa, natomiast w tym sezonie Płocczanie na swoim parkiecie pokonali wszystkich przeciwników: Riihimaki Cocks (Finlandia), Wacker Thun (Szwajcaria), Ademar Leon (Hiszpania), Elverum Handbold (Norwegia) oraz Dinamo Bukareszt (Rumunia). Na wyjeździe było już gorzej. Przez trzy porażki z zespołami z Hiszpanii, Finlandii i Rumunii, Wisła do końca drżała o awans do baraży. Całe szczęście, wicemistrzowie Polski zajęli w grupie D drugie miejsce, więc w przyszłym roku zagrają dwumecz o wejście do fazy pucharowej Champions League. Przeciwnikiem będzie klub Bjerringbro-Silkeborg z Danii.

Na drugim biegunie rozgrywek, w grupie A, nazwanej grupą śmierci, bardzo dobrze radzi sobie Vive Kielce. Podopieczni Talanta Dujshebajeva na inaugurację sezonu ulegli na wyjeździe węgierskiemu Vesprem, lecz później kielecka maszyna zaczęła się rozpędzać. Wygrane z Rhein-Neckar Lowen (Niemcy), Montpellier (Francja-obrońca tytułu), Kristianstadt (Szwecja), Vardarem Skopje (Macedonia) oraz dwukrotne pokonanie Mieszkowa Brześć (Białoruś), dawały nam nadzieję, że Vive może nawet wygrać grupę i automatycznie awansować do ćwierćfinału. Niestety, bezkonkurencyjna ostatnio Barcelona dwa razy wybiła Polakom z głowy takie marzenia. Na chwilę obecną, Kielczanie zajmują w grupie A piątą lokatę. Mają tyle samo punktów (12), co czwarte Vesprem oraz trzecie Rhein-Neckar Lowen. Jedynie punkt dzieli mistrzów Polski od drugiego Vardaru Skopje. Na pierwsze miejsce raczej nie ma co liczyć, gdyż Barcelona w tym sezonie gra znakomicie, a po drugie ma pięciopunktową przewagę nad wiceliderami. Dodajmy, że do końca fazy grupowej w części A-B zostały do rozegrania cztery kolejki. Z grupy awansują do 1/8 finału drużyny z miejsc 2-6, do ćwierćfinału zwycięzca grupy, natomiast dwa ostatnie zespoły z lokat 7-8 odpadają z pucharów.

Nie tylko Vive i Wisła

Poza Ligą Mistrzów, na starym kontynencie funkcjonują jeszcze dwa poziomy rozgrywkowe. Challenge Cup zarezerwowany dla najsłabszych klubów z biednych federacji oraz Puchar EHF, który odgrywa rolę piłkarskiej Ligi Europy. Turniej tworzą trzy rundy kwalifikacji, faza grupowa, ćwierćfinał oraz final four. Od drugiej rundy eliminacyjnej wystartowała Gwardia Opole (zespół zajął czwarte miejsce w lidze w sezonie 2017/2018), ale niestety uległa w dwumeczu 45:47 ze słoweńskim Gorenje Velenje. Od trzeciego szczebla kwalifikacji przystąpiły Azoty Puławy (brązowy medalista naszej ligi) i pokonały w dwóch meczach 60:54 islandzki Selfoss. Przejście tego rywala oznaczał drugi z rzędu awans do tej fazy rozgrywek dla Puławian. Niestety los nie sprzyjał w trakcie losowania, gdyż Azoty zagrają w grupie z duńskim GOG Svendborg, hiszpańskim Fraikin Granollers oraz z piekielnie mocnym THW Kiel z Niemiec. Rywalizacja rozpocznie się w przyszłym roku. Z czterech grup czterozespołowych awansują zwycięzcy oraz trzy najlepsze drugie miejsca. Klub, który zgromadzi największą ilość punktów, od razu zakwalifikuje się do final four.

 

 

Dodaj komentarz