Pisząc, że kluczowe dla najbliższej przyszłości Wisły Kraków jest utrzymanie w Ekstraklasie, nie odkryję Ameryki… Mimo tego, że wspomniana teza jest bardzo banalna, to właśnie na niej oparty będzie ten tekst. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że nie będę pisał o kwestiach finansowych, sportowych i poszukiwaniu inwestora — oczywiście ewentualny spadek z ligi oznaczałby, co najmniej porażkę na tych frontach, ale na chwilę odsuńmy te sprawy na bok. Ten tekst będzie zupełnie o czymś innym, być może nawet najważniejszym.

Zacznijmy od sportowego rysu sytuacji… Nie jest tajemnicą, że Wisła ma problemy z grą w ofensywie, w drużynie brakuje napastnika mogącego zapewnić te kilka cennych bramek. Zdobywanie punktów bez strzelania goli graniczy z typową mission impossible. Biała Gwiazda ma dziewięć punktów przewagi nad przedostatnią imienniczką z Płocka i czternaście nad zamykającym tabelę Zagłębiem Sosnowiec. Sytuacja wciąż nie jest krytyczna, ale pomarańczowa lampka w Krakowie powinna palić się nieprzerwanie aż do uzyskania pewności utrzymania się w lidze. Wisła Płock i Zagłębie Sosnowiec na boisku się nie położą. Ostatnia kolejka pokazała, że obie ekipy wciąż mają w sobie dość woli walki, aby zaskoczyć tych, którzy już je skreślali.

Nie jest więc pesymizmem łączenie Wisły Kraków z walką o utrzymanie, a jedynie chłodną analizą tego, co w ostatnich kolejkach działo się w lidze. Jak wspomniałem, ewentualny spadek z ligi oznaczałby dla Białej Gwiazdy turbulencje finansowe i organizacyjne. Mógłby powstać o tych zagrożeniach oddzielny tekst, ja skupię się na czymś specyficznym, czymś niestety wciąż krążącym nad Reymonta.

Moim zdaniem ewentualny spadek z Ekstraklasy byłby bardzo gorzkim końcem akcji reanimacyjnej klubu i prawdopodobnie powrotem zła, które jeszcze nie tak dawno oplotło klub, a w ostatnich tygodniach zostało nieco odsunięte w kąt. Osoby dziś wychwalane przez większość kibiców Wisły Kraków, mam na myśli przede wszystkim Jarosława Królewskiego i Bogusława Leśnodorskiego szybko mogliby się znaleźć w centrum krytyki. Zarówno tej pochodzącej od tych, którym nie zależy na dobry klubu, jak i kibiców zwyczajnie rozgoryczonych wynikiem sportowym. Już w ostatnich dniach pojawiły się pewne nieśmiałe oznaki tego, że ekipa ratująca Wisłę ma w Krakowie coś na wzór opozycji”. Zorganizowane grupy kibicowskie starły się słownie z nowymi władzami klubu w sprawie możliwości wywieszenia flag w czasie przegranego 2:3 niedzielnego meczu z Pogonią Szczecin. Pewnym papierkiem lakmusowym może też być Twitter, na którym w ostatnich dniach Jarosław Królewski wdał się w dyskusję z osobą, która nieprzychylnie komentowała najnowsze wydarzenia w świecie Białej Gwiazdy (ostatecznie wpisy domniemanego kibica Wisły zostały usunięte).

Na szczęście zdecydowana większość sympatyków Białej Gwiazdy bardzo rozsądnie podchodzi do obecnej sytuacji w klubie. Jednak trzeba pamiętać, że kibice często kierują się bardziej sercem niż rozumem — było to przecież jaskrawo widać przy pierwszych — bardzo optymistycznych reakcjach w Krakowie na wieść o kambodżańskim inwestorze. Bardzo możliwe, że gdyby Wisła spadła z ligi sporo osób przypomniałoby sobie, że Bogusław Leśnodorski jest Legionistą, Jarosław Królewski pewnie więcej się promował, niż pomagał, a ogólnie rzecz biorąc, to przecież powinni zimą kupić napastnika”.

Taka atmosfera wokół Wisły, połączona z krachem finansowym i sportowym po spadku oznaczałaby prawdopodobnie mniejsze lub większe odcięcie się od klubu tych, którzy dziś pomagają, co byłoby najszybszą drogą do tego, aby Wisła znów znalazła się w rękach tych, którym nie zależy na dobru klubu. Pozostaje więc życzyć Wiśle ligowych punktów w ostatnich trzynastu kolejkach. Ten klub zasługuje na obecność w Ekstraklasie, a już na pewno nie zasługuje na tak gorzki finał akcji reanimacyjnej. Kibice — ci, którym Biała Gwiazda jest bliska sercu, powinni natomiast uzbroić się w cierpliwość w odmianie na dobre i na złe”.

 

 

 

 

Dodaj komentarz