Nasz dzisiejszy rozmówca kilka lat temu rozpoczął karierę trenera młodzieży i skauta piłkarskiego na Wyspach Brytyjskich. Dziś jest pracownikiem słynnego Manchesteru City, współtworzy też Polish Football Academy — akademię piłkarską, w której trenują polskie dzieci. Na co dzień spotyka się z najnowocześniejszymi metodami pracy z najmłodszymi piłkarzami. Jakub Bokiej, bo to o Nim mowa, odpowiedział na nasze pytania dotyczące angielskiego systemu szkolenia. Zapraszamy do lektury.

 

Od kilku dobrych lat jesteś ogniwem angielskiego systemu szkolenia. Wiele widziałeś, wiele słyszałeś. Co Twoim zdaniem jest najmocniejszą stroną pracy z najmłodszymi piłkarzami w Anglii?

Bardzo miło to słyszeć. Miałem okazję obserwować rozwój tego systemu zarówno jako zawodnik, jak i jako skaut. Dzięki temu mogłem wyrobić sobie opinię na ten temat, patrząc z dwóch zupełnie innych perspektyw. Na pewno jestem wielkim zwolennikiem angielskiego systemu szkolenia. Ciężko wskazać jedną najmocniejszą stronę, bo tych atutów jest wiele. Imponuje mi szkolenie trenerów, systemy i plany szkoleniowe klubów zarówno z Premier League, jak i Championship czy League One. Młodzi zawodnicy pracują ciężko, ale przede wszystkim mądrze. Dużym atutem jest z pewnością także infrastruktura, która jest w Anglii na najwyższym poziomie.

Każdy medal ma dwie strony. Gdzie Twoim zdaniem tkwią jeszcze rezerwy w szeroko rozumianym systemie szkolenia w Anglii? W jakich obszarach szukać elementów do poprawy?

To może nie jest problem stricte szkoleniowy, ale coraz częściej można zobaczyć rodziców w dużych klubach, którzy kwestionują każdą możliwą decyzję trenerów i mają zdecydowanie zbyt dużo do powiedzenia w sprawie szkolenia, niestety wpływa to negatywnie na rozwój ich dzieci. Nie zrozumcie mnie źle. Zdaję sobie sprawę z tego, że każdy rodzic chce jak najlepiej dla swojego dziecka, ale po pierwsze żaden zawodnik nie może być ważniejszy od drużyny, a po drugie niepotrzebna mu jest dodatkowa presja ze strony rodzica.

Stałym elementem dyskusji o szkoleniu jest temat przypisania do pozycji”. Jak to wygląda w Anglii? Młodzi piłkarze jak najszybciej są definiowani, jeśli chodzi o ich pozycję na boisku, czy może stawia się na jak najszerszą uniwersalność?

W tym przypadku mamy trochę bardziej złożony temat. Nie znam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, bo wydaje mi się, że taka nie istnieje, ale w Manchesterze City kładziemy ogromny nacisk na rozumienie gry. Przykład – jeśli jesteś bocznym obrońcą, to musisz spodziewać się tego, co może zrobić boczny pomocnik, gdzie może przesunąć się środkowy pomocnik lub w którą strefę zbiegnie napastnik. Dzięki takim zachowaniom zawodnicy lepiej czytają grę i są w stanie zmienić pozycję w przypadku kontuzji, czerwonej kartki lub po prostu po decyzji trenera. Często można zobaczyć, że środkowi pomocnicy, którzy świetnie kontrolują piłkę, ale mają problemy z szybkością podejmowania decyzji, są przesuwani na boki obrony, gdzie mają trochę więcej czasu, aby operować piłką. Ze względów fizycznych regularnie można zauważyć środkowych obrońców grających jako napastnicy (target man) i odwrotnie. Wbrew pozorom, to bardzo podobne pozycje.

Twoim zdaniem jest możliwe przeniesienie konkretnego modelu szkolenia z państwa A do państwa B? Można spotkać się z opiniami o tym, że niektóre schematy sprawdzają się wyłączenie w konkretnym środowisku. Przykładowo choćbyśmy stawali na głowie i skopiowali jeden do jednego system hiszpański, to nad Wisłą nigdy nie zadziała on tak samo efektywnie, jak w swojej ojczyźnie.

Nie jesteśmy w stanie przenieść żadnego systemu jeden do jednego, po pierwsze dlatego, że ten system tworzą ludzie, którzy często w Anglii ze względów organizacyjnych i finansowych mogą poświęcić się w stu procentach tylko piłce. W Anglii regularnie spotykamy kilka roczników trenujących równolegle. W Polsce powszechnie zdarza się, że w klubach jest jedno lub dwa boiska treningowe, co z automatu wyklucza nam możliwość takiej organizacji. Takich przykładów są dziesiątki, ale mimo wszystko uważam, że świadomość ludzi, którzy pracują w polskiej piłce mocno w ostatnim czasie wzrosła i ma to pozytywny wpływ na rozwój indywidualny zawodników. Głęboko też wierzę, że dalej polska piłka będzie szła w tym kierunku.

Nad Wisłą odkąd pamiętam dziennikarze sportowi i działacze piłkarscy spierają się o to, czy najmłodsi piłkarze powinni grać z presją wyniku w tabeli. Twoim zdaniem sensowniejszy jest model, w którym występują punkty i tabele, czy może ten bez całej tej matematyki. Mówiąc wprost, wbijać najmłodszym od początku chęć wygrania za wszelką cenę, czy może postawiać jasno na jakość gry, a nie efektywność?

Nie widzę nic złego w tym, że zawodnicy odczuwają presję wyniku, nawet mając 10 lat. Problem leży w zupełnie innym miejscu. Presję wyniku odczuwają PRZEDE WSZYSTKIM trenerzy, często ci ludzie boją się postawić np. na słabego fizycznie zawodnika, bo ten może stracić piłkę, a jego klub bramkę, co w rezultacie skończy się porażką, a konsekwencją będzie zwolnienie szkoleniowca. Czyli najczęściej zawodnik „X” w ogóle nie pojawia się na boisku. Trener woli grać jak najdalej od własnej bramki, bo w takiej sytuacji wygrywa mecz. Tylko co z tego, że wygrywa ten mecz, jeśli 10 lat później żaden z tych chłopców nie gra zawodowo w piłkę? A gość, który jedzie na tym systemie, dalej będzie trenerem, bo przecież, dlaczego zwalniać szkoleniowca, który osiąga dobre wyniki…

W Polsce mierzymy się z problemem spadku aktywności fizycznej dzieci. Coraz trudniej spotkać oblegane boiska na osiedlach. Oczywiście nie chodzi mi o zorganizowane zajęcia szkółek, a spontaniczne zabawy z piłką po szkole. Siłą rzeczy przekłada się to na gorszą wydolność i pisząc wprost ogólne zdrowie najmłodszych. W Anglii mierzycie się z podobnym problemem?

Wydaje mi się, że aktualnie z tym wyzwaniem walczy cały świat. Oczywiście, uważam, że jest to ogromny problem, bo w takich miejscach jak osiedlowe boiska łapiemy nawyki, których nie nauczymy się w profesjonalnych klubach czy akademiach. To miejsca, gdzie przede wszystkim cieszymy się piłką, mamy z nią mnóstwo kontaktów, budujemy swoją kreatywność, próbujemy dryblingów. Lubię oglądać zawodników, którzy wychowali się „za blokiem” lub na betonowych boiskach. Często cechuje ich niekonwencjonalne myślenie i bezczelna pewność siebie.

Kiedy Twoim zdaniem jest najlepszy moment na początek nauczania dzieci taktyki na boisku? Jest granica wiekowa, do której dzieci powinny po prostu cieszyć się grą i nie zajmować głowy schematami rozegrania i poruszania się po boisku?

Myślę, że nie ma idealnego wieku. Według mnie najważniejsze jest pobudzanie świadomości na boisku, tak aby zawodnicy sami drogą dedukcji podejmowali decyzje. Często w tych najmłodszych grupach wiekowych zatrzymujemy grę na 20-30 sekund pytając zawodnika, dlaczego pobiegł w miejsce A zamiast w miejsce B. Kiedy sam zobaczy, że pobiegnięcie w miejsce B da mu więcej korzyści, to z automatu będzie podejmował taką decyzję. Dlatego bardzo nie lubię trenerów, którzy mówią do zawodników „biegnij tam, strzelaj, nie biegnij…”. Kiedy takiemu zawodnikowi zabierzemy trenera, to okaże się, że on sam nie potrafi podejmować decyzji na boisku.

Domyślam się, że trudno odpowiedzieć na to pytania, chociażby z powodu liczby akademii piłkarskich w Anglii, mimo wszystko je zadam. Kogo obecnie starają się wyprodukować na Wyspach? Jaki cechami ma się odznaczać angielski piłkarz w niedalekiej przyszłości?

Na pewno każdy zawodnik charakteryzuje się innymi cechami, ma inne atuty, ale zaryzykuję stwierdzenie, że przede wszystkim będziemy oglądali zawodników, którzy potrafią podejmować szybko decyzje, są w stanie swobodnie operować piłką podczas pressingu ze strony rywala i starają się przesuwać drużynę przeciwną swoimi podaniami.

Ciekawi mnie, jak w Anglii reaguje się, gdy kilkuletni piłkarz przeklina na boisku. Jest jakaś zasada bliska ogólnej?

W naszym klubie jest to sytuacja, z którą bardzo trudno się spotkać. Sprawa wygląda następująco. Zawodnicy mają bardzo duży szacunek do miejsca, w którym się znajdują i mają świadomość tego, że złe zachowanie może wpłynąć negatywnie na ich przyszłość w klubie, dlatego takie ekscesy raczej nie są naszym problemem.

Oczywiście nie pytam o nazwiska, bo to specyficznie delikatny temat. Najmłodsi polscy piłkarze polskiego pochodzenia wyróżniają się pozytywnie na tle swoich angielskich rówieśników?

Mamy kilka jednostek, które wyglądają ponad przeciętnie w poważnych angielskich klubach, ale jeszcze daleka droga przed nimi, aby trafili do dorosłej profesjonalnej piłki.

Nadmierna tendencja do wchodzenia w dryblingu u najmłodszego piłkarza… Coś, co należy szybko stępic, a może przeciwnie — wykorzystać tę pewność siebie i starać się ją u niego rozwijać?

Lubię piłkarzy, którzy potrafią podjąć ryzyko, grać niekonwencjonalnie, nieprzewidywalnie. Dlatego jestem zwolennikiem zawodników niebojących się wziąć na siebie odpowiedzialności za drużynę. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, bo jest cienka granica między ryzykiem a głupotą i trzeba umieć je rozróżnić.

Rozmowę zakończymy dość ogólnym pytaniem. Na co zwracasz uwagę w czasie pracy skauta? Co musi mieć młody piłkarz, abyś był bliski pewności, że jest materiałem na naprawdę dobrego gracza?

Niemal nigdy nie mam pewności. Widziałem już setki, może tysiące genialnych zawodników na poziomie amatorskim, a w profesjonalnym klubie nie radzili sobie ze stresem i w tych przypadkach psychika była kluczowa. Naprawdę kilkanaście czynników musi dobrze funkcjonować, żeby młody zawodnik podpisał kontrakt w profesjonalnym klubie w Anglii. Cechy czysto piłkarskie, ale też mentalność, przebojowość, relacja z kolegami z drużyny, dyspozycja dnia itd…

 

Dziękuję Ci za rozmowę.

Ja również dziękuję i pozdrawiam czytelników.

 

Z Jakubem Bokiej rozmawiał Paweł Dzik.

 

Jeżeli na terenie Gdańska, Gdyni, Sopotu, Rumi, Wejherowa, Lęborka, Słupska, Tczewa, Pruszcza Gdańskiego, Starogardu Gdańskiego, Chojnic, Malborka, Kwidzyna lub Elbląga szukasz profesjonalnej Akademii Piłkarskiej dla młodego piłkarza w wieku od 4 do 12 roku życia, to koniecznie zapoznaj się z ofertą My Football Schools! Najwyższa jakość i gwarantowana radość z treningów!

 

 

Dodaj komentarz