Wieloletnia reprezentantka Polski, na co dzień grająca w najlepszej zawodowej lidze unihokeja kobiet w Europie — Agnieszka Kozanecka opowiedziała nam m.in. o początkach sportowej kariery, kulisach swojego transferu do Linköping IBK oraz niedawno zakończonych Mistrzostwach Świata. Zapraszamy, warto!

 Jak to się stało, że wybrałaś właśnie unihokej? Podejrzewam, że było to jakieś dziesięć lat temu. Nie ciągnęło Cię bardziej do np. piłki ręcznej albo koszykówki

Mam na swoim koncie skromne epizody związane z wieloma sportami i zawsze aktywność fizyczna w różnym wydaniu towarzyszyła mi w życiu. Kilka lat temu dostałam propozycję gry w ekstraligowej drużynie fustalu, a podczas studiów na Poznańskim AWFie jeden z wykładowców notorycznie nakłaniał mnie do gry w przyuczelnianej drużynie piłki ręcznej. Jednak zawsze to właśnie unihokej sprawiał mi najwięcej radości i za nic nie zamieniłabym tego sportu na inny.

Zawsze chciałaś grać w defensywie? Siłą rzeczy masz mniej okazji do strzelenie bramki, zawsze "bardziej widoczne" są błędy obrońców. Był to Twój świadomy wybór, czy może decyzja konkretnego trenera i tak już zostało?

Nie od początku byłam obrończynią. Będąc juniorką, grałam najbardziej wysuniętą zawodniczkę. Uważam jednak, że styl mojej gry i cechy charakteru idealnie sprawdzają się w grze obrońcy i nieuchronnym był fakt zmiany pozycji.

Gdybyś miała wskazać jedną osobę np. trenera, nauczyciela WF, która przesądziła o tym, że Twoja kariera nabrała w odpowiednim momencie przyspieszenia, komu przypadłoby to miano?

Mojemu pierwszemu trenerowi — Panu Tomaszowi Wojciechowskiemu. Dzięki niemu moja kariera w ogóle się zaczęła, a już w szkole podstawowej zaraziłam się olbrzymią pasją do tego sportu. Pokazał, że istnieje coś takiego jak Kadra Narodowa i pozwolił mi uwierzyć, że nawet dziewczyna z małej miejscowości i raczkującego klubu jest w stanie sporo namieszać zarówno na polskich, jak i międzynarodowych parkietach. Od kilkunastu lat jest dla mnie wsparciem i śmiało można powiedzieć, że we wszystkich moich sukcesach jest jego spory udział.

Na Twoim fan page'u można znaleźć zdjęcie z treningu z najmłodszymi. Prócz zawodowego uprawiania unihokeju, miałaś okazje wykorzystać swoje umiejętności na jakichś lokalnych festynach lub akcjach promocyjnych Twojej dyscypliny sportowej

Wspomniane zdjęcie pochodzi z obozu sportowego „Floorbalkowe Wakacje”, na którym co roku spotyka się najwspanialsza młodzież z całej Polski w jednym celu — wspólnej grze w unihokeja. Pełnię tam rolę wychowawcy oraz trenera. Kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce, byłam również trenerką na co dzień. Prowadziłam drużyny młodzieżowe w mojej rodzinnej miejscowości.

Akcji promujących moją dyscyplinę, w których brałam udział, było dość sporo — od wszelakich festynów czy spontanicznych akcji po projekty Ministerstwa Sportu. Miałam również okazję współprowadzić kursy wprowadzające do gry w unihokeja dla nauczycieli szkół podstawowych, wykładać przepisy gry (jako czynna sędzina) podczas spotkań doszkalających dla wuefistów, oraz być żywym modelem zawodnika podczas kursu na Instruktora Unihokeja organizowanego przez Polski Związek Unihokeja. Każde z tych doświadczeń wspominam bardzo dobrze i po powrocie do kraju z całą pewnością będę kontynuowała tego typu działalność.

Jak Twoim zdaniem można jeszcze bardziej zachęcić dzieci i młodzież w Polsce do trenowania unihokeja? Ten sport rozwija się nad Wisłą, ale każdy nowy pomysł może okazać się czymś bezcennym.

Jest to bardzo trudne pytanie. Uważam jednak, że na tym poziomie rozwoju, na jakim jest unihokej w Polsce, najważniejszą rzeczą jest zadbanie o kadrę trenerską — nauczycieli, instruktorów i trenerów zajmujących się unihokejem. Jestem bowiem pewna, że wystarczy zorganizować dzieciom ciekawe zajęcia, a ta dyscyplina „sama się obroni”.

Jesteś zawodniczą szwedzkiego Linoping IBK. Jak wyglądały kulisy Twojego transferu do Skandynawii? Byłaś obserwowana przez dłuższy czas, czy może pokazałaś się z bardzo dobrej strony na jednym turnieju i zaowocowało to transferem?

Mój transfer do Szwecji to wynik współpracy z managerem Krzysztofem Kulczyckim. Mieliśmy na oku wiele klubów i dość długo prowadziliśmy rozmowy, żeby wybrać najlepszą dla mnie opcję. Ostatecznie dobre występy w kadrze oraz indywidualne sukcesy w polskiej lidze pozwoliły mi na transfer do najsilniejszej ligi świata.

 

Liga szwedzka uchodzi za jedną z najlepszych na świecie. Odczułaś to na własnej skórze? Poziom czysto sportowy oraz sposób prowadzenia treningów różnią się w dużym stopniu od tego, co towarzyszyło Ci podczas gry nad Wisłą?

Liga szwedzka, tzn. SSL to bez wątpienia najlepsza liga świata. Różnice są ogromne i widzę je na każdym kroku. Zaczynając od organizacji klubów, ilości i poziomu treningów po sposób prowadzenia drużyny — wszystko w Szwecji jest o wiele bardziej profesjonalne. Tutaj zawodnicy nie muszą martwić się sprzęt i żadne sprawy organizacyjne. W Polce nasz sport jest o wiele mniejszy, a unihokeiści często są równocześnie działaczami czy klubowymi „pomocnikami”, co dość mocno przeszkadza w grze.

W ramach ciekawostki mogę dodać, że mój klub Linkoping IBK zrzesza niemal tyle osób co cały Polski Związek Unihokeja a w mieście, w którym mieszkam, jest siedem kobiecych drużyn seniorskich, czyli niemal tyle, co w całej Polsce. 

W tym pytaniu chciałbym skupić się na infrastrukturze, kibicach oraz zapleczu Twojego klubu. Kiedyś powiedziałaś mi, że Szwecja to zupełnie inny świat, jeśli chodzi o Twoją dyscyplinę. Mogłabyś rozwinąć tę myśl?

Mówiąc, że Szwecja to inny unihokejowo świat miałam na myśli m.in. poziom rozpowszechnienia tego sportu. Unihokej jest obecny w mediach, reklamach, gazetach. Wszyscy znają ten sport, dużo ludzi kibicuje i bacznie śledzi ligę. Nigdy nie spodziewałam się, że moja kariera potoczy się tak, że będę miałam przyjemność grać ligowe mecze, na które wstęp możliwy jest tylko po opłaceniu nietanich biletów — w Szwecji to codzienność! Tutaj, idąc do sklepu sportowego, zupełnie normalną rzeczą jest widok dziesiątek kijów, czy wszelkich akcesoriów dedykowanych naszej dyscyplinie. Otwierając lokalną gazetę, nikt nie jest zaskoczony widokiem artykułu o unihokeju, zawodnicy bardzo często udzielają wywiadów.

W Polsce większość ludzi na dobrą sprawę nie wie, czym dokładnie jest unihokej. Nasza dyscyplina jest często mylona z hokejem na trawie czy jakimiś dziwnymi odmianami hokeja na lodzie. Nasz sport w mediach to rzadkość a zawodnicy swój sprzęt mogą kupić jedynie za pośrednictwem stron internetowych.
Warto też wspomnieć o ilości treningów i poziomie przygotowania fizycznego. W Szwecji oprócz przynajmniej trzech treningów z kijem w tygodniu wszyscy zawodnicy chodzą na siłownię, trenują też indywidualne. W Polsce wygląda to inaczej. Często ogranicza się to do dwóch treningów na hali. Prawda jest okrutna, ale w naszym kraju byłam jedną z lepiej przygotowanych fizycznie zawodniczek w całej lidze, a w moim nowym klubie jestem gdzieś w połowie stawki. Stawia to przede mną sporo wyzwań i trudności z oswojeniem się w nowych warunkach.
 
Przeniosłaś się do Szwecji. Jak podoba Ci się życie w Skandynawii? Zaskoczyło Cię coś, jeśli chodzi o zwykłą codzienność? Zostałaś ciepło przywitana przez Szwedów?
 
Przeniosłam się do Szwecji około czterech miesięcy temu, więc można powiedzieć, że jestem tutaj jeszcze trochę turystką. Cały czas poznaję ten kraj, jego kulturę i mieszkańców. Mam jednak wrażenie, że życie tutaj płynie troszeczkę wolniej, a ludzie są bardziej pozytywni. Wrażenie zrobiła na mnie ilość Szwedów zaangażowanych w różnego rodzaju aktywność fizyczną. Myślę, że tutaj o wiele więcej osób zdaje sobie sprawę jak dbać o swoje zdrowie i po prostu to robi. Gołym okiem widać, że średni poziom życia jest wyższy niż w Polsce.
 
Liga szwedzka to absolutny top. Czujesz się spełniona sportowo? Mam na myśli karierę klubową. Czy może jest jeszcze jakiś wymarzony klub, w którym chciałabyś kiedyś zagrać?
 
Nie czuję się spełniona sportowo. Obecnie moim celem jest osiągnięcie takiego poziomu gry, aby stać się jedną z topowych zawodniczek Linkoping IBK. Nie wybiegam myślami tak daleko. Decyzja o przeprowadzce była dla mnie ważną próbą i teraz muszę uporać się w wieloma wyzwaniami. Może jeszcze wpadnie mi do głowy pomysł zmiany klubu na silniejszy, ale na pewno nie stanie się to w najbliższej przyszłości.
 
Minęło już trochę dni od Mistrzostw Świata. Myślę, że to dobry czas na chłodne podsumowanie turnieju. Zajęłyście ostatecznie dobrą, siódmą lokatę, gratulacje. Jakie są Twoje wrażenia i wnioski po meczach rozegranych na Słowacji?
 
Celem reprezentacji Polski na turnieju w Bratysławie było wywalczenie piątego miejsca. Niestety nie udało nam się tego osiągnąć. Pozostał niedosyt, bo każda z nas wie, że gdyby kilka szczegółów ułożyło się inaczej, to zajęłybyśmy wyższą lokatę. Było nas stać na historyczny wynik. Sport czasami jest jednak niesprawiedliwy i musimy zadowolić się siódmym miejscem. Moim zdaniem jest to jednak pewien sukces. Gdybyśmy dobrze przeanalizowali poziom polskiej ligi, ilość zawodniczek i rozgrywanych przez nie spotkań, oraz wnioski porównali z analizą pochodzącą z innych krajów, to nasunąłby się jeden — MAMY NIEZWYKLE SILNĄ REPREZENTACJĘ! Podczas Mistrzostw na Słowacji po raz pierwszy w historii zwyciężyłyśmy tercję meczu przeciwko krajowi z TOP4 (przeciwko Czeszkom), ograłyśmy Norweżki dwucyfrowym wynikiem, a z reprezentacją Niemiec wygrałyśmy, nie tracąc żadnej bramki. Mimo nieosiągnięcia celu nadrzędnego napisałyśmy kawałek dobrej historii Polskiego unihokeja. Uważam, że zajęcie przez reprezentację Polski kobiet 5. miejsca na Mistrzostwach Świata to tylko kwestia czasu. Może stanie się to już za dwa lata.
 
 
W ćwierćfinale zagrałyście bardzo solidne spotkanie przeciwko Czeszkom — jednym z faworytek turnieju. Przegrałyście 10:4, ale były długie momenty wyrównanej rywalizacji. Czeszki popełniały błędy, czuły presję z Waszej strony. Tego dnia była szansa na gigantyczną niespodziankę? Jak to wyglądało z perspektywy boiska?
 
Z perspektywy boiska czułyśmy, że dzieje się coś niezwykłego. Kiedy Czeszki podczas gry w osłabieniu wybijały tylko piłkę, nie próbując się przy niej utrzymać, to sprawa zrobiła się poważna. Często, kiedy gramy przeciw krajom z TOP4, to skupiamy się przede wszystkim na naszej grze. Chcemy dać z siebie 100%, zbierać doświadczenie, a wynik nie jest sprawą nadrzędną. Podczas pojedynku z Czeszkami było inaczej. Grałyśmy z nimi jak równy z równym, bez kompleksów. Przeciwniczki wygrały mecz przede wszystkim skutecznością i ograniem, a ostateczny wynik zupełnie nie odzwierciedla przebiegu spotkania. Taki mecz jednak mocno buduje i pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.
 
Nie mogę nie zapytać o mecz z Łotwą w fazie play-off. Porażka 5:1 była sporą niespodzianką. Co Twoim zdaniem tego dnia zawiodło? Zadecydowała Wasza nieco słabsza forma dnia? A może Łotyszki były tak dobrze przygotowane do tego spotkania? Trzeba przyznać, że grały bardzo intensywnie i agresywnie, a do tego odpowiedzialnie.
 
Łotwa, przynajmniej teoretycznie, była faworytem naszego spotkania m.in. dlatego, że na poprzednich Mistrzostwach Świata to one cieszyły się z piątego miejsca. Niestety najsłabszy występ podczas turnieju przydarzył nam się właśnie w tym meczu. Byłyśmy ospałe i nieskuteczne. Dodatkowo to ja osłabiłam drużynę, doznając kontuzji w pierwszych minutach meczu. Zabrakło nam trochę szczęścia, a Łotwie tego dnia wychodziło wszystko. Pozostaje pogratulować i odegrać się za dwa lata.
 
Rozmawialiśmy już o czysto sportowych elementach Mistrzostw Świata. Pora na ocenę Słowaków pod kątem organizacyjnym. Baza hotelowa, zaplecze sportowe, pomoc techniczna były na zadowalającym poziomie?
 
Podsumowując całą organizację zawodów, można powiedzieć, że Mistrzostwa odbyły się bez większych problemów. Było kilka niedociągnięć, a nasz team manager musiał wykonać czasem sporo pracy, która nie powinna należeć do jego obowiązków. Uważam jednak, że Słowacy uporali się z niełatwym zadaniem organizacji tak dużego wydarzenia.
 
W Reprezentacji Polski gra kilka bardzo młodych i utalentowanych dziewczyn. Zuzanna Krzywak, Daria Drzymała, Malwina Zagórska, Joanna Szelzchen i jeszcze kilka innych zawodniczek najlepsze lata w karierze mają przed sobą. Każdy mecz w Biało-Czerwonych barwach jest dla Nich bezcennym doświadczeniem. Wiem, że po Mistrzostwach Świata z reprezentacją pożegnała się Elżbieta Piotrowska — wieloletnia gwiazda tej drużyny. Jak Ty oceniasz potencjał kadry narodowej? Przyznam, że z perspektywy kibica wygląda to świetnie, można liczyć na jeszcze lepsze wyniki w niedalekiej przyszłości. Odważne stawianie na młode zawodniczki jest Twoim zdaniem silną stroną Reprezentacji Polski?
 
Warto podkreślić, że wymienione wyżej młode dziewczyny nie znalazły się na turniejowej liście ze względu na swój wiek i talent. One po prostu były w Polsce najlepsze i spokojnie zasłużyły na to, żeby grać w Bratysławie. Między innymi dzięki nim potencjał kadry jest ogromny. Miejmy nadzieję, że dziewczyny z roku na rok będą się tylko rozwijały i z młodych talentów wyrosną na solidne liderki kadry. Mocno nagłaśnianym ostatnio problemem damskiego unihokeja jest przedwczesne kończenie kariery przez zawodniczki. Trzeba trzymać kciuki, aby nie stało się to w przypadku którejś z naszych młodszych koleżanek. 
Ela postanowiła zakończyć swoją reprezentacyjną przygodę, co oczywiście bardzo nas zasmuciło. Jest ona jedną z najbardziej doświadczonych zawodniczek w całej historii polskiego unihokeja, a gra z nią to była ogromna przyjemność i zaszczyt. Teraz czas na to, aby ktoś inny pełnił funkcję weterana kadry!
 
Dziękujemy za wiele bezcennych informacji na temat dyscypliny, która dopiero zdobywa popularność w naszym kraju i życzymy wielu sukcesów zarówno w klubie jak i reprezentacji.
Dziękuję bardzo! To była czysta przyjemność.
 
 
źródło zdjęcia wyróżniającego: www.flickr.com
źródło pozostałych zdjęć: www.unihockey-pics.de

Chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na temat unihokeja oraz samej bohaterki naszego wywiadu? Zapraszamy do polubienia: Agnieszka Kozanecka oraz Polski Związek Unihokeja.
 
Zapraszamy również do polubienia naszego fanpage'a SPORT PLUS! Codzienna dawka informacji sportowych oraz wywiady z niezwykle ciekawymi osobowościami!

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież