Jak było naprawdę

Wydawnictwo „Arena” postanowiło udzielić nam bardzo trudnej odpowiedzi „Jak było naprawdę?”. Zrobiło to w formie książki, w której zebrali kilka znanych i nieznanych historii sportowych.

Książka ta powstała pod redakcją dziennikarzy uznanego niegdyś krakowskiego pisma „Tempo” (wśród twórców tej książki znaleźli się m.in. Jerzy Cierpiatka, Marek Latasiewicz i Ireneusz Pawlik), ale także, chociażby legendy polskiego dziennikarstwa sportowego Stefana Szczepłka. Opowieści opowiedziane tutaj mają spory rozstrzał czasowy, bowiem niektóre pochodzą jeszcze sprzed wojny, a najświeższa opowieść z początku wieku. Połowa z nich jest o futbolu, ale są też o innych popularnych w Polsce dyscyplinach.

Otwierającą historią jest opowieść o mundialu 1982 w wykonaniu Polaków, napisana przez samego Stefana Szczepłka. Po zobaczeniu nazwiska autora miałem nadzieję, że dowiem się na temat tajemnic tego mundialu czegoś nowego. Niestety rozdział ten, nie wnosi nic czego byśmy już nie wiedzieli. Osobiście nawet momentami czułem się, jakbym czytał kalkę książki „Piechniczek” Pawła Czado. To jeden z najgorszych w mojej opinii rozdziałów tej książki.

Oprócz niego mam jeszcze jednego faworyta do tytułu najgorszej opowieści tego dzieła. Jest to rozdział poświęcony „gestowi Kozakiewicza”. Jest on bowiem napisany słabo, a mi osobiście wyglądał na pisane na szybko streszczenie autobiografii legendarnego tyczkarza (napisane wraz z Michałem Polem „Nie mówcie mi jak mam żyć”). Brakuje tam rzucenia nowego światła na całą sytuację.

Możecie teraz pomyśleć, że to słaba książka. Ale tak nie jest. „Ja bym ci za tę bramkę wydrapała oczy!” to historia burd w trakcie meczów piłkarskich w Polsce… dziejących się przed II, a nawet I Wojną Światową. Poznajemy historię o pierwszych bijatykach na polskich boiskach, dowiadujemy się o powodach pierwszych konfliktów między kibicami. Dowiadujemy się o tym, jak zaczął się konflikt na linii Wisła – Cracovia. To jeden z dwóch przedwojennych rozdziałów tego dzieła.

Tym drugim jest historia Karola Pazurka. To postać całkowicie dziś zapomniana. Dzięki tej książce możemy poznać historię piłkarza, który przed wojną stanowił o sile polskiego ataku w duecie wraz z Ernestem Wilimowskim. Za takie opowieści trzeba docenić autorów. Poznajemy bowiem losy zawodnika, który był, można by rzec gwiazdą przedwojennego polskiego futbolu i Garbarni Kraków, o której nic się nie mówi. Niestety, ale zginął on w trakcie wojny, jako żołnierz Wehrmachtu.

O czym poza tym możemy przeczytać w tejże książce? Jeżeli idzie o historie piłkarskie to: poznamy tu opowiedzianą piórem naocznego światka historię słynnej „Afery na Okęciu”; Marek Latasiewicz zmierzył się i ostatecznie wytłumaczył wszelkie za i przeciw w historii o przywłaszczeniu sobie przez Roberta Gadochę kilkunastu tysięcy dolarów w trakcie mistrzostw świata w RFN; Mirosław Nowak, na podstawie między innymi własnych rozmów z sędzią Victorem Padureanu spróbował obalić teorię, o tym jakoby arbiter celowo skrzywdził Polaków w meczu z Bułgarią w ramach eliminacji do igrzysk w Monachium; dowiemy się o tym, jak przez kontuzję w meczu z Anglią na Stadionie Śląskim, w gruzach legła szansa na wielką karierę Włodzimierza Lubańskiego; jedną z najciekawszych była jednak opowieść o tym dzięki jakim pobudkom Jerzego Gorgonia, Górnik Zabrze zagrał w finale Pucharu Zdobywców Pucharów. To raptem kilka przykładów, chociaż nie wszystkie, ale te najmocniej rzutujące na polski futbol lat 70 i początku 80.

Muszę bowiem przyznać, że inne historie opowiadające nieco nowsze dzieje polskiego futbolu… mnie rozczarowały. Mamy bowiem rozdział o najbardziej śmierdzącej sprawie polskiego futbolu lat 90, czyli „cała Polska widziała”, dla mnie to wywlekanie dodatkowych brudów i stawianie wniosku, że uwaga… w tamtym sezonie nie powinno się przyznawać tytułu. Do tego również wyglądająca jak skrót autobiografii bohatera, historia transferu Dariusza Dziekanowskiego do Widzewa. Na szczęście na tle tym wybija się bardzo dobrze opowiedziana historia o powodach ucieczki Andrzeja Rudego, jedna z najlepiej opowiedzianych w tej książce.

Najlepsze są ponoć te historie, które są mało znane. Potwierdza to fakt tego, że oprócz opowieści o tym, co działo się przed wojną, najprzyjemniej czytało mi się historię życia Władysława Skoneckiego, najlepszego polskiego tenisisty przed erą Wojciecha Fibaka oraz historię Lucjana Treli. Pewnie dla was, podobnie jak jeszcze do niedawna dla mnie to postacie anonimowe. Skonecki w kilka lat po II Wojnie Światowej, był największą gwiazdą polskiego tenisa, a do tego był w kraju wrogiem numer 1, dodatkowo oskarżanym o szpiegostwo dla zachodnich mocarstw. Co do Lucjana Treli, to jest to była gwiazda polskiej wagi ciężkiej i jedyny zawodnik, który na olimpiadzie w Meksyku potrafił jak równy z równym bić się z legendarnym George’em Foremanem.

Na koniec oddzielne słówko należy się opowieści o życiu Edwarda Jancarza. Krótki, poświęcony mu rozdział jest napisany fenomenalnie i pokazuje tylko, jak wielkie jest zapotrzebowanie na biografię legendarnego żużlowca Stali Gorzów. Bo te raptem 11 stron, to opowieść o poświęceniu, walce i drodze do celu. Opowieść bez dwóch zdań wymagająca tego, by ktoś opowiedział ją w formie książki.

Reasumując „Jak to było naprawdę” to pozycja, którą czyta się bardzo przyjemnie, ale której trochę brakuje. W skali szkolnej zasługuje na mocne 4. Jej największymi plusami jest zajęcie się przez autorów historiami mało znanymi oraz ciekawe przedstawienie wielkich, acz często niedocenianych postaci polskiego sportu (jak wspomniany Jancarz, czy też Henryk Średnicki). Niestety minusem jest słaba narracja dotycząca popularnych mitów (ostatnia kolejka 1993, historia Władysława Kozakiewicza i mundial 1982). Osobiście liczę na to, że wydawnictwo Arena wypuści kontynuację tej książki. Bo przecież jeszcze wiele sportowych historii wymaga wyjaśnienia i opowiedzenia.

Zdjęcie własne

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież